niedziela, 16 października 2016

KOBIETA W LESIE

W ramach Szkoły Rzemiosła Survivalowego organizujemy wiele warsztatów. Niektóre skierowane są tylko do płci pięknej. Dlaczego ? Odpowiedź na to pytanie jest rozbudowana i wynika z mojego doświadczenia. 
Jak wiecie Szkołę Rzemiosła tworzą dwie osoby: Ja i Artur alias Mr. Wilson. Mamy duże doświadczenie w tym co robimy. Dzielimy się swoją wiedzą z innymi na warsztatach i kursach.
Właśnie, doświadczenie. Ja miałam cudowne dzieciństwo. Wychowana w lesie, na wsi nie odczułam dyskryminacji. Do roboty byliśmy równi. Na pastwiskach gotowaliśmy na rozgrzanych kamieniach, budowało się szałasy by chronić się przed deszczem, a po każdej nowej książce Szklarskiego byliśmy żądni przygody ! Tropiliśmy zwierzęta, nocowaliśmy w lesie. W międzyczasie asystowałam Cioci Honorce i sąsiadce Pani Kamińskiej w różnych zielarskich pracach. 
Mam świadomość, że w mieście takich sposobności nie było. Tam był trzepak, park, podwórka- studnie i parki. Oczywiście różne są miasta i różne miejscówki do zabawy. 
Ale do czego zmierzam. Chodzi o to, że wielu bushcraftowców, survivalowców to mężczyźni i nie do końca wierzą, że kobieta sobie w tym lesie z nimi poradzi. Myślą, że trzeba będzie się nimi opiekować i że uciekną na widok pierwszego lepszego pająka. Oczywiście nie chcę generalizować. Ale sama byłam w takiej sytuacji, że Ówczesny Partner uważał, że do lasu się nie nadaję. Że będę ciężarem i że to będzie weekend raczej opiekuńczy niż relaksujący. Nie dziwię się, że tak myślał. W tamtym czasie mieszkałam w Łodzi i uczyłam zielarstwa dzieci i dorosłych. W sumie nie miałam
gdzie pokazać swoich doświadczeń i pasji.
Szkoda, że nie mam zdjęcia Jego miny gdy rozpaliłam krzesiwem ogień i ugotowałam gulasz z tego co zebrałam po drodze. Cudowna satysfakcja :) zresztą weekend był fantastyczny ! 
Tak było jakieś 10 lat temu, ale po rozmowach z uczestniczkami warsztatów, widzę, że wiele z nas ma podobnie. Czekają na propozycję wspólnego weekendu w lesie, ale owa propozycja nie nadchodzi. 
Zawsze im radzę: to Ty zaproś ! 
Wtedy słyszę, że nie wiedza jak lub, że się boją. Tak więc panowie do dzieła ! 
Na warsztaty typowo kobiece przyjeżdżają kobitki, które nie mają doświadczenia i chcą go zdobyć by móc swoim mężczyznom towarzyszyć podczas weekendowych wypadów. Wstydzą się " pierwszego razu" z nimi. Chcą najpierw spróbować w gronie kobiet, w gronie osób nie znanych. 
Trafiają również kobiety, które mają doświadczenie, chcą pod szlifować swoje umiejętności lub zdobyć nowe. One nie są zabierane przez swych mężczyzn do lasu a chcą spędzić wolny czas na łonie natury. 
Cieszę się, że Szkoła daje takie możliwości. Dlatego piszcie, pytajcie i śmiało przyjeżdżajcie na wspólne wypady do lasu :) 

Żadanice - niech się stanie !

W Miejskiej Kniei czyli w Makowskich Lasach od czasu do czasu odbywają się warsztaty z tworzenia Żadanic. Żadanice to laleczki amulety, które niektórzy nazywają Motankami.  Motanki  tworzy się  z resztek materiałów. U nas nie są to ot takie tam materiały. Kultywujemy tradycję, dlatego motamy laleczki ze starej odzieży, pełnej energii danej rodziny/ osoby/ domu.  Żadanice tworzy się w intencji. Dlatego proces powstawania Żadanicy nie jest szybki i łatwy.
Takie warsztaty trwają około 4h. Dzisiaj warsztat trwał 5h. Jako prowadząca nie odczułam, żeby czas się dłużył. Minął płynnie, ciepło i magicznie. Każda z uczestniczek miała przemyślaną intencję. Niektóre nawet zapisały ją na kartce i zerkały by wyklarować myśli.


Każda z Motanek powstała w danej intencji. Każda z nich jest piękna. Nie łatwo było pozostać przy ostatecznej wersji. Tkaniny i ozdoby zapewniliśmy, ale tak jak prosiłam, każda z uczestniczek przyniosła stare ubranie i jakiś element z niego zamieściła w lub na laleczce. 
Dziękuję wszystkim obecnym za dzisiejsze popołudnie. To zaszczyt dla mnie, że powierzyłyście mi swoje nadzieje, obawy a ja pomogłam Wam je urzeczywistnić w postaci Żadanicy. Niech się spełni ! 

Bardzo dobre źródło informacji Motankach i innych słowiańskich laleczkach znajdziecie tutaj: http://przypiecek.blogspot.com/2013/11/lalki-motanki.html

sobota, 15 października 2016

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 8. Jarząb pospolity.

Jarząb pospolity (Sorbus aucuparia L.)

Przetwory z kwiatów i owoców działają łagodnie ściągająco, odtruwająco na wątrobę, przeciwzapalnie w obrębie dróg moczowych i błon śluzowych przewodu pokarmowego. Mają właściwości przeciwmiażdżycowe.
Owoce zbierane po pierwszych przymrozkach są bogate w kwasy organiczne, garbniki, sacharozę, glukozę i witaminy A, C, E i K. Podobny skład mają majowe kwiaty jarzębiny.
Świeżych owoców jarzębiny nie jadamy ze względu na kwas parasorbinowy. Powoduje on wymioty, biegunki i uszkadza nerki.
Najbezpieczniej jarzębinę przetwarzać: kompoty, powidła, susze, nalewki, ciasta…
Jarzębina jest idealnym lekarstwem na awitaminozę ( niedobór ) witaminy A która prowadzi do:
kurzej ślepoty; rozmiękania rogówki (keratomalacja); zespołu suchego oka (xerophtalmia). W tym przypadku pomoże nam mieszanka owoców jarzębiny, liści pokrzywy. Zalewamy 2 szklankami gorącej wody. Utrzymujemy temperaturę bliska wrzenia na małym ogniu 10minut. Odstawiamy na 15 minut. Odcedzamy i pijemy małymi łyczkami 2-3 razu dziennie przez tydzień. Podobnie postępujemy z mieszanką: owoce jarzębiny i owoce róży ( przy awitaminozie nie wskazana jest podróż).
Biegunka to bardzo nie przyjemna sprawa w lesie. I nie chodzi tutaj tylko o częste postoje, ale również o osłabienie organizmu, odwodnienie i wychłodzenie organizmu. Biegunka potrafi być niebezpieczną przypadłością na szlaku. Idealnym lekarstwem jest węgiel, ale ja osobiście wolęowoców jarzębiny. Gotujemy 10 minut. Odstawiamy na 15 minut , odcedzamy i pijemy 3 razy dziennie przez 3 dni. Na drugi dzień powinno być już lepiej. Przy tej kuracji możemy kontynuować podróż. Nie jest wymagany postój ( oczywiście zależy to od Waszego komfortu).
smaczniejsze lekarstwo, mianowicie owoce jarzębiny. Na pół szklanki wody dodajemy 1 łyżkę
Owoce jarzębiny działają na wiele przypadłości. Wino działa moczopędnie i lekko zwalniająco ( w przypadku zaparć ). Owoce jarzębiny – pół na pół – z owocami słodkich jabłek: 1kg owoców jarzębiny, 1kg jabłek, 1kg cukru i 6 litrów przegotowanej zimnej wody. Po miesiącu mamy dobre, zdrowotne wino.
Kwiat jarzębiny działa rozwalniająco, moczopędnie, pobudza co miesięczne krwawienie, na nieżyt dróg trawiennych, na nerwice żołądka. Wystarczy pić 2 razy dziennie napar przez tydzień.

Jak widać warto zawsze mieć coś z jarzębiny w swojej apteczce J lub wiedzieć gdzie rośnie podczas naszych leśnych wędrówek.

Borzęcki W. Poradnik zielarza. Warszawa 1984
Ożarowski A. Ziołolecznictwo. Warszawa 1988

czwartek, 6 października 2016

Bushcraft w rozumieniu kobiety.

Od jakiegoś czasu śledzę poczynania na różnych grupach i forach o tematyce bushcraftu, survivalu i prepperingu. Bez dwóch zdań większość członków owych grup to mężczyźni. Kobiet jest zdecydowanie mniej. Tematy jakie są poruszane to przeważnie wyposażenie. Czasami poruszane są zagadnienia z zakresu umiejętności. Jakich ? Rozpalania ognia, filtrowania wody, rąbania drzewa, zawieszania menażki/ kociołka nad ogniem. Od czasu do czasu przewinie się coś o pożywieniu i leczeniu. Zauważyłam również, że większości zależy na odchudzeniu ekwipunku. Tylko, że to odchudzenie polega na zmniejszeniu wagi posiadanych rzeczy a nie rezygnacji z nich. 

Jak wygląda przeciętny wypad bushcraftowca do lasu ? Oglądając zdjęcia i to czym się chwalą ludziki na grupach, mniej więcej każdy spędza weekend w lesie podobnie. Rozbija namiot/ rozwiesza hamak lub tarpa ( plandekę). Rozpala ognisko bez zapałek. Gotuje herbatę/ kawę. Piecze kiełbaskę lub inne mięso. Czasami coś ugotują w menażce z produktów przyniesionych z domu. 

Mnie osobiście miło się czyta relacje osób, które takie wypady traktują, jak trening pewnych umiejętności. Coraz częściej pojawiają się wpisy z budowy szałasów, baz czy chatek w lesie na stałe wypady. To się chwali :) 

Czasami pojawia się pytanie: Po co idziecie do lasu ? odpowiedzi są też podobne. Odpocząć od miasta, pracy, zgiełku. Pochodzić po lesie i się nim po delektować. I to mi się podoba :) W sumie sama też tak robię :) choć ja jeszcze poświęcam ten czas na naukę i sprawdzanie swoich umiejętności z radzenia sobie w lesie bez szpeju. 

I dzisiaj właśnie dopadła mnie myśl i pewne zastanowienie: odchudzają ekwipunek nie nosząc rozpałek, zapałek, zapalniczek, namiotów itp. ale dźwigają tyle jedzenia i apteczkę  w plecaku. A co dźwiga kobitka ? Co noszę ja ? 

I widzicie, ja noszę zapałki, jeden ostry nóż, menażkę, namiot lub plandekę. Ok i moją słabość
dzbanek emaliowany do gotowania kawy na ognisku. Zimą do tego dodaję śpiwór lub koc. Z produktów żywnościowych kawę, cukier, sól i jakiś kawałek mięsa choć to nie stała mego ekwipunku. Wszystko mieści się w plecaku takim szkolnym w sumie. Resztę pozyskuję w terenie.

W tym całym bushcrafcie stawiam na umiejętności. Oczywiście nauczyłam się rozpalać łukiem ogniowym. Umiem zrobić sobie nóż z tego co znajdę w lesie. Dam radę sobie nawet bez śpiwora i namiotu. I Ci co byli na 7 dniach wiedzą, że to jest realne i do zrobienia. Nawet bez jakiegoś wielkiego doświadczenia. 

I właśnie. Po warsztatach w tym roku i szkoleniach zauważyłam, że to kobitki najwięcej uwagi poświęcają umiejętnościom. One właśnie tak rozumieją bushcraft. Nie chcą dźwigać domu do lasu. Chcą odpocząć, tworząc nowe, przydatne rzeczy właśnie w lesie. Nie rozprawiają o nożach, siekierach czy piłach. Nie rozprawiają o wyższości hamaka nad tarpem czy namiotem. Rozprawiają o tym, co zrobić jak tych wygód im zabraknie. I to chcą sprawdzać i trenować w lesie. 

Ale nie wykluczajmy mężczyzn. Znam takich panów, i to nawet sporo co mega fajne rzeczy robią w lesie. I bardzo zachęcam - właśnie z tego miejsca - co by się takimi ciekawymi wypadami chwalili. Może to zachęci inne osoby do ciekawego  działania :)