poniedziałek, 11 grudnia 2017

LEŚNA APTECZKA Dziewanna


Każdy wie, jak wygląda dziewanna. W Polsce jest ich trochę. W ziołolecznictwie najwięcej uwagi poświęca się dziewannie wielokwiatowej, która jest dwuletnia. Kwiaty tej rośliny to istne panaceum na dolegliwości dróg oddechowych, śledziony i wątroby. Nie ukrywam, że ja używam także liści. Zawsze wymieszanymi z kwiatami.

Kwiaty działają osłaniająco, wykrztuśnie, zmiękczająco, ściągająco, przeciwskurczowo i napotnie.
Astma i duszności to bardzo uciążliwa przypadłość. Napar z kwiatu z dodatkiem mleka i miodu pity 3 razy dziennie przynosi ulgę. Napar ten też idealnie leczy anginę, wystarczy nim płukać gardło.
Napar słodzony miodem pity przed snem to istne remedium na niepokoje, nerwu i bezsenność.
Nie wyrzucajcie kwiatów z naparu. Odciśnięte można stosować na odleżyny, oparzenia, rany i stany zapalne skóry. 

Liście gotowane w mleku przykłada się na obolałe miejsca. Liście lekko pogniecione przykłada się na oparzenia. To łagodzi ból i przyspiesza gojenie.

czwartek, 7 grudnia 2017

Jak uszyć anorak czyli kangurkę po naszemu ?

Kangurka, czyli kurtka wkładana przez głowę. Najczęściej ma kaptur i dużą kieszeń z przodu. Obecnie taką kurtkę znajdziecie pod hasłem anorak. Anorakiem nazywają też bluzy. Ceny anoraków są przerażające. Osiągają cenę nawet tysiąca złotych. Możliwe, że suwaki do nich robią ze złota a guziki z diamentów. 

Po co człowiekowi kangurka ? Ja chodzę w swojej do lasu. To bardzo wygodny krój. Nic się nie rozpina, nic nie ciągnie. Fajnie się układa na człowieku, a kieszeń służy nie tylko do przechowywania rzeczy ale i też do ogrzania sobie rąk. 

Tylko, że ja nie kupię takiej kurtki za cenę powyżej 300 zł. Dlaczego ? Ponieważ moje leśne bytowanie, to coś więcej niż ognisko, herbata i kiełbasa z kija. Taka kurtka jest eksploatowana: spanie na legowisku z liści lub gałązek świerkowych, długie marsze po krzakach, budowanie schronień, zabiegi sanitarne lasu itd. Do tak brudnej roboty szkoda kurtki za 700 zł. Dlatego postanowiłam ją uszyć sobie sama.

W 2016 roku miałam pierwsze podejście. Uszyłam kangurkę z koca bułgarskiego. Poszło zgrabnie. Dzień szycia. Nie chciałam kaptura tylko dłuższy kołnierz, z przodu zapinany na guziki. Wnioski: kurtka naprawdę cieplutka, wytrzymała -15 i spanie w szałasie też przy -15. Nie krępuje ruchów. Szyta na miarę nie ciągnie się, nie wywija itd. Największym minusem, niestety, jest materiał. Koc bułgarski po przecięciu rozłazi się. Więc każde zahaczenie o gałąź kończyło się dziurą. Mniejszym minusem był brak kaptura. No niestety, jak pada śnieg czy deszcz, kaptur przydaje się. 

W tym roku postanowiłam uszyć kangurkę już z wełny parzonej/ gotowanej i z kapturem. Szycie zajęło mi dzień z przerwą na obiad. Wełna parzona jest bardzo wdzięcznym materiałem do szycia. Brzegi nie siepią się, czyli odchodzi dodatkowe obrębianie materiału. 

KROK 1. FORMA

Ja nie mam formy na kangurkę. Więc biorę mój ulubiony płaszcz jesienno - wiosenny jako formę.
Wełnę składam na pół. Kładę na nim płaszcz, odrysowuję i wycinam. Na co zwrócić uwagę przy wycinaniu ? 
Po pierwsze trzeba pamiętać by wycinać szerzej i dłużej. Musimy mieć zapas na zszycie. Inaczej kurtka będzie za ciasna. Po drugie nie wycinamy rękawów. To zrobimy osobno. Dlatego rękawy albo składam na zewnątrz albo przewracam do środka. Wycinamy sam "korpus", pamiętając o wszystkich wcięciach, zaokrągleniach. Mój płaszcz - forma jest dość krótki dlatego wycinając przedłużyłam sobie go o 15 cm.

KROK 2. ZSZYWAMY

Gdy już wytniemy kształt naszej kangurki to ją zszywamy. Jeżeli to jest Twoja pierwsza kangurka to najpierw sfastryguj, przymierz i dopiero potem zszyj na maszynie. Ja mam zaufanie do samej siebie i od razu zszyłam boki i ramiona. Zostawiłam "dziury" na rękawy i głowę. Nie wycinam dekoltu, ponieważ będę tym razem mieć kaptur. 

KROK 3. PRZYMIARKA

Po zszyciu przymierzam mój worek. skupiam się na długości. Reszta jest ok. Okazało się że kangurka sięga mi do kolan. Za długo, więc przycinam, podwijam i gotowe. 

KROK 4. RĘKAWY

Czas wyciąć rękawy. Materiał składam po długości, na szerokość troszkę szerszą niż rękaw płaszcza. Rysuję. Wycinam. Tam gdzie będę łączyć rękaw z "dziurą" przy korpusie, kształt wycięcia jest półokrągły tak jak przy płaszczu. Reszta jest prosta tak jak materiał, a nie tak jak przy płaszczu (gdzie rękaw się zwęża), ponieważ wszyję sobie szeroką gumkę - czyli ściągacz :) 

Tak wycięte rękawy zszywam z korpusem. Najpierw pół okrągłe łączenie i dopiero potem zszywam rękaw po długości. 








KROK 5. ŚCIĄGACZ

Jak wszyć ściągacz ? Miara gumki: owijam gumką nadgarstek, tak by mi przeszła ręka, ale na tyle ciasno by mi gumka trzymała rękaw w ryzach. I ową gumkę zszywam z rękawem, ale gumkę rozciągam a materiał nie. Po połączeniu powstaje harmonijka :) 

KROK 6. KAPTUR

Niestety w płaszczu nie mam kaptura. Formę wzięłam z kurki zimowej. Wełnę złożyłam na pół, kaptur na pół, odrysowałam, wycięłam i zszyłam. Przód wycięłam dłuższy by go podwinąć. Wygodnie się taki kaptur nosi. Następnie wycięty kaptur zszyłam z wnęką na głowę w kangurce :) 










KROK 7. KIESZEŃ

Kieszeń to po prostu prostokąt materiału przyszyty z przodu kangurki. Wiedziona doświadczeniem z poprzedniej kangurki, wzmocniłam i usztywniłam sobie boki kieszeni. Czyli obszyłam boki kieszeni (to te które nie zszywam z kangurką, a wkładam łapki) dodatkowym materiałem. Górę i dół przyszywam a boki tylko od dołu kieszeni na jakieś 10 cm.


I gotowe. Szycie ogólnie zawsze mi się kojarzyło z puzzlami :) Wycinasz elementy i je łączysz. 

Powodzenia !











środa, 6 grudnia 2017

DZICZYZNA. Sarnina

Sarnina to mięso wyjątkowo smaczne i zdrowe. Nie faszerowane płynami a zwierzę nie było karmione antybiotykami czy sterydami. 

WAŻNE: Badanie dziczyzny reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 21 października 2010 r. w sprawie wymagań weterynaryjnych przy produkcji mięsa przeznaczonego na użytek własny (Dz.U. Nr 207, poz. 1370). Według niego obowiązkowo musi być zbadane przez weterynarza jedynie mięso z dzika, ponieważ jest to zwierzę wszystkożerne np. może zjeść padlinę zarażając się włośnicą. Niby mięsa z sarny, zająca czy drobnego ptactwa (bażant, przepiórka) nie trzeba badać przed spożyciem, ale warto przebadać mięso z sarny, gdyż istnieje ryzyko zakażenia toksoplazmozą.

PIECZEŃ Z SARNY
Uważam, że sarnina jest najdelikatniejszym mięsem z wszystkich zwierząt łownych. Nie raz jadłam sarninę i przyznam, że ma delikatne mięso o nie powtarzalnym smaku. Idealnie współgra ze śmietaną czy białym winem. Wymaga kilkudniowego bejcowania. Czyli macerowania w kamiennym garnku w zaprawie z octu z przyprawami: pieprz, sól, estragon, macierzanka piaskowa, czosnek. Niektórzy dodają saletry. Mnie jednak sarnina smakuje lepiej bez saletry. Oczywiście są przepisy które nie wymagają bejcowania. Ale od początku. Mięso musimy dobrze wymoczyć, usunąć wszystkie żyły, błony. Potem zalewamy mięso zalewą: ocet, włoszczyzna, cebula, ziele angielskie, pieprz, jagody jałowca i liść laurowy. Proporce podałam w artykule pt. Dziczyzna. Odstawiamy na minimum 12h w chłodne miejsce. Po odczekaniu 12h wyjmujemy mięso, płuczemy, osuszamy. Nadziewamy słoniną i przyprawami np. macierzanką. Oprószamy solą, pieprzem. I czekamy 1h aż nam pięknie się mięso przegryzie z przyprawami. Potem opiekamy na patelni z obu stron i wkładamy do brytfanny. Mięso pieczemy do miękkości w 220C. Czas pieczenia zależy od długości bejcowania, wieku sarniny.

To taki ogólny przepis na pieczeń z sarniny. Możną go modyfikować wg własnego smaku. W terenie sarninę przygotowujemy inaczej. Nie bejcujemy jej. Od razu opiekamy nad żarem (nigdy nad ogniem!) polewamy mięso wodą z przyprawami. Wtedy mięso nam nie wyschnie, będzie dobrze doprawione a w środku się dopiecze. 

PIEROGI Z SARNINĄ I PASTERNAKIEM

Okres zimowy kojarzy nam się ze Świętami, więc nie może zabraknąć przepisu na pierogi. Nie będę podawać przepisu na ciasto, bo wiem, że każdy z nas ma swoje ulubione. Skupię się na nadzieniu. Podaję ilości na ciasto z dwóch szklanek mąki. Potrzebujemy 2 szklanki zmielonego lub poszatkowanego na drobno mięsa sarniego, tłustego mięsa np. z dzika. Mięsa powinny być uduszone z cebulą i czosnkiem. Dodajemy do tego z 2 ugotowane średnie ziemniaki ( w mojej totalnie dzikiej wersji dodaję 5 dzikich pasternaków razem z natką) Wspaniale pasuje do tego wędzona śliwka. Doprawiamy majerankiem, pieprzem i solą. Wszystko mieszamy ze sobą i nadziewamy pierogi. 

SOS PORZECZKOWY DO PIECZENI Z SARNY

Idealnym sosem do sarniny jest sos porzeczkowy.: ¾ litra porzeczki, łyżka skrobi (ziemniaczanej, z pałki wodnej, topinamburu), szklanka alkoholu (czerwone wino, nalewka). Można dodać cukru lub miodu. Porzeczkę przecieramy jeśli nie chcemy pestek (mnie osobiście one nie przeszkadzają) dodajemy wszystkie składniki, podgrzewamy i mieszamy aż uzyskamy piękną jednolitą masę. Ja podgrzewam, ale nie doprowadzam do wrzenia, wtedy sos się nie warzy a woda odparowuje.

czwartek, 23 listopada 2017

LEŚNA APTECZKA Dąb

Dąb w całej okazałości (nie tylko jego owoce), wytwarza bardzo silne pozytywne bioprądy. Przebywając blisko dębu szybko zregenerujemy osłabiony organizm: stajemy się silni i odporni. Ja osobiście preferuję przytulanie się do dębu, co wzmacnia również psychikę.

KORA z punktu widzenia fitoterapeutycznego jest najcenniejsza. Zawiera sole mineralne, związki żywicowe oraz kwasy fenolowe, garbniki, flawonoidy i trójterpeny.

ŻOŁĘDZIE natomiast mają duże znaczenie w kryzysowej i nie tylko kuchni. Są idealnym źródłem węglowodanów, skrobi i mikroelementów. Choć w fitoterapii sproszkowany, ale nie ługowany żołądź popijany mlekiem leczy różne przypadłości dróg moczowych.

Angina to przypadłość dość częsta. Bardzo dobrze można jej zaradzić Nalewką Galasową. na półlitrową butelkę spirytusu 70% bierzemy 100 gram galasów dębowych (kulista narośl występująca na liściach dębu). Tak zalane galasy odstawiamy na 2 tygodnie. Na anginę stosujemy 1-2 łyżeczki nalewki na szklankę wody i płuczemy gardło kilka razy dziennie.

Biegunka to przypadłość powodowana różnymi sprawami: nerwy, zatrucie, podróż, zmiana klimatu, wypicie surowej wody itd. Wiec warto wiedzieć jak jej zaradzić :) Otóż 3 łyż mielonej kory dębowej mieszamy z 4 łyżkami suchych liści orzecha włoskiego. Zalewamy to 2 szklankami chłodnej wody i odstawiamy na 6 godzin. Po tym czasie gotujemy wszystko i pijemy małymi łykami przez cały dzień.

Odmrożenia to coś czego nikomu nie życzę, ale... no cóż może się przydarzyć. Przypadłość straszna a remedium baaardzo łatwe. Wystarczy zagotować w garze korę dębu i moczyć w ciepłym (ale nie wrzącym) wywarze odmrożoną część.
Na litr wody 4 garście kory.

Taki wywar pomaga też na atopową skórę. Wystarczy dodać go do kąpieli. A jak mamy trądzik to przemywamy nim skórę, tak jak tonikiem. Kąpiele dają ulgę w przypadłościach reumatycznych.

Rozgniecione liście dębu (lub rozdrobniona kora) działa ściągająco na rany. Również je odkaża
Garść kory gotowana w 1 litrze mleka to doskonały środek przeciw zatruciom. Pijemy takie mleko, aż do wymiotów.



niedziela, 19 listopada 2017

DZICZYZNA Ptactwo

Czytając książki, słuchając opowieści o wyprawach, zawsze pojawia się choćby jedno danie z dzikiego ptactwa. 
UWAGA: Pamiętajmy, że kłusownictwo w Polsce jest zabronione. Na szczęście w kołach łowieckich można dzikiego drobiu nabyć. 
Dzikie ptactwo uwielbiam ze względu na walory smakowe oraz dużą wartość odżywczą. Można z niego „wyczarować” wiele pysznych dań nawet w terenie (więcej: Kuchnia Survivalowa. Gotowanie bez ekwipunku. Cz. 1 i 2).

Jakość mięsa z dzikiego ptactwa zależy od stopnia umięśnienia, utuczenia, wieku, płci ptaka i jego stanu zdrowia. Wiadomo że im młodszy ptak tym mięso delikatniejsze, smaczniejsze i łatwiej strawne. Oczywiście takie mięso, wymaga krótszej obróbki termicznej. Jeżeli jednak nie mamy nic innego do jedzenia jak mięso ze starych ptaków to przygotujmy się, że będzie ono twarde, mniej smaczne, łykowate. Polecam takie mięso ugotować niż piec.

W opowieściach starszych ludzi słyszałam o jedzeniu srok, wróbli i innych ptaków. W książkach opisujących czasy okupacji i powojenne wspomina się wiele ciekawych dań z dzikiego ptactwa nie koniecznie bażanta. Okazuje się że sroki są żylaste i dlatego jada się delikatne pisklaki. Wróble są dobre pieczone ale i rosół na nich niczego sobie. Obecnie wiele ptaków jest pod ochroną, więc trzeba mieć to na uwadze.

PRZYGOTOWANIE
Dzikie gęsi od razu patroszymy i wieszamy na tydzień w spiżarni, aby skruszały. Po tym czasie
skubiemy je i zalewamy bejcą. Po 2 dniach nadziewamy słoniną, nacieramy majerankiem/ szałwią i pieczemy w piekarniku w zależności od przepisu. Oczywiście możemy pominąć etap kruszenia i zjeść gęś od razu. Ale walory kruszenie podnosi walory smakowe.
Dzikie kaczki przygotowuje się tak samo jak dzikie gęsi z wyjątkiem doboru przypraw. Kaczkę lepiej natrzeć szyszkojagodami jałowca.
Bażant nie powinien być patroszony tylko od razu wieszamy go by skruszał. Wystarczy kilka dni. Potem patroszymy, skubiemy i opalamy. Nie bejcujemy. Moja mama bażanta tylko soliła i pieprzyła bez żadnych innych przypraw. To kwestia upodobań :) 

KACZKA PIECZONA Z DZIKIMI KORZENIAMI
1 kaczka, 2 garście pokrojonej w kostkę słoniny, 2 cebule, 8 średnich korzeni dzikiej marchewki, 2 średnie korzenie wiesiołka, garść naci dzikiej marchewki, sól, pieprz, papryka czerwona ostra.

Wcześniej przygotowaną kaczkę nacieramy solą i papryką, odstawiamy w chłodne miejsce na godzinę. Ja zawsze odcinam jej szyję. Kaczkę nadziewamy słoniną, pokrojonymi w kostkę korzeniami, natką i doprawiamy solą, pieprzem. Następnie wkładamy kaczkę do brytfanny, możemy skropić ją olejem, obkładamy pokrojoną w piórka cebulą. Pieczemy 60-80 minut w 220C. Co jakiś czas skrapiamy wytworzonym sosem. 

GĘŚ DUSZONA W KAPUŚCIE I GRZYBACH
1 gęś, tłuszcz gęsi, garść suszonych grzybów, 3 łyżki przetartych pomidorów, 1/2 kg kapusty kwaszonej, sól, pieprz, majeranek, kminek do smaku.

Wcześniej przygotowaną gęś nacieramy przyprawami i tak jak kaczkę odstawiamy na godzinę w chłodne miejsce. W tym czasie grzyby należy namoczyć, potem ugotować, posiekać. Wywaru nie wylewamy. Po godzinie gęś wkładamy do piekarnika na 2 godziny (180C) i co jakiś czas skrapiamy wywarem z grzybów,a potem wytworzonym sosem. W tym czasie kapustę kroimy i zalewamy resztą wywaru z grzybów i gotujemy aż kapusta nam zmięknie. Pamiętajmy doprawić kapustę do smaku. Dorzucamy do niej posiekane grzyby. Następnie upieczoną gęś dzielimy na porcje (usuwając mostek i zbędne kości) wkładamy do wcześniej przygotowanej kapusty, zalewamy pomidorami, zapiekamy.

BAŻANT Z GRZYBAMI
1 bażant, tłuszcz, szklanka białego wina, mała śmietana, 1/2 kilograma świeżych grzybów, jedna cebula, 2 łyżki mąki, sól, pieprz, natka pietruszki do smaku.

Postępujemy tak jak z gęsią i kaczką, czyli przygotowanego wcześniej bażanta nacieramy
przyprawami i odstawiamy na godzinę w chłodne miejsce. Potem dzielimy go na 4 części, skrapiamy winem i dusimy do miękkości. Cebulę, grzyby pokrojone w kostkę podsmażamy i dusimy do miękkości. Zalewamy śmietaną wymieszaną z mąką i doprowadzamy do zagotowania. Doprawiamy. Takim sosem zalewamy bażanta.

poniedziałek, 23 października 2017

DZICZYZNA

Każdy, kto interesuje się łowiectwem lub jest koneserem dziczyzny wie że sezonem na dziczyznę jest jesień i wczesna zima. Dlaczego ? Ponieważ wtedy zwierzyna łowna jest dobrze odżywiona, mięso najsmaczniejsze i futro grube. Czyli wszystko wykorzystamy. Takie mięso odznacza się specyficznym smakiem, zapachem ponieważ zwierzyna je to co znajdzie w lesie: dzikie rośliny, pędy, kory z młodych drzew, jagody leśne, owady/ robaki/larwy, owoce…

Dzikie zwierzęta żyją na wolności dlatego ich mięśnie są bardzo wyrobione i silnie ukrwione, stąd ich ciemne zabarwienie. Tłuszcz np. u dzika gromadzi się w jamie brzusznej, obrasta głownie nerki. Mało tłuszczu znajdziemy u niego w mięśniach. Dla mnie najważniejsze jest to, że nikt nie pasie tych zwierząt hormonami, sterydami. Wolę zjeść mniej a zdrowo. 

Niestety taka dziczyzna wymaga wiedzy i umiejętności. Dzik, sarna, zając, kuropatwa, każde z nich wymagają innego traktowania. Dobrym przykładem jest dzik. Po pierwsze trzeba pamiętać, że takie mięso dzika trzeba szpikować słoniną, aby nie było wysuszone.Niby dzika świnka ale tłuszczu ma mało. Kolejnym przykładem jest zając. Czy wiedzieliście, że tłuszcz zajęczy śmierdzi i jest odrzucany ? Ja wykorzystuję ten tłuszcz do robienia pochodni. Warto też wiedzieć, że najdelikatniejszą częścią tuszy u zająca, sarny czy jelenia jest comber. To gruby mięsień biegnący z obu stron kręgosłupa. Idealny kawałek mięsa do pieczenia na kamieniu. Fajnie umięśnione miejsce to udziec. Reszta części jak np. łopatka są mało umięśnione i obrośnięte grubymi błonami, dlatego najlepiej z nich przyrządzać zupy, sosy.

Większość z Was słysząc dziczyzna już myśli o procesie który zwiemy kruszeniem/ dojrzewaniem. Każdy dziki zwierz rządzi się swoimi prawami. Po pierwsze dziczyzna kruszeje powoli. Nie patroszymy ( jeżeli zwierzę nie jest gęsto postrzelone i ma całą jamę brzuszną). Tutaj nie warto a nawet nie należy się spieszyć. Od tego zależy smak i jakość mięsa. By mięso dojrzało, zwierzę należy powiesić w skórze w chłodnym a nawet zimnym, przewiewnym miejscu. I tak nam mięso kruszeje 2 tygodnie. 
WAŻNE ! dojrzewające tusze nie mogą zamarznąć !

Co w przypadku gdy zwierzę zostanie mocno postrzelone ? Należy je pozostawić w skórze ale wypatroszyć. „Wylać” krew, włożyć do środka zwykły ( nie kolorowy) papier. Po tym, jak mięso nam skruszeje, należy je oskórować i podzielić na odpowiednie kawałki ( indywidualnie każdy zwierz). 
Jednak bądźmy szczerzy. Kto teraz czekać będzie 2 tygodnie na mięso ? Dlatego upolowany zwierz od razu jest patroszony, dzielony na kawałki i przetwarzany. Część zamrozimy a z części zrobimy: smalec, kiełbasę, konserwę w słoiku.  Przeznaczenie poszczególnych części tusz dziczyzny:

1. kark, mostek, łopatki + jadalne wnętrzności – pasztet, zupy, gulasze

2. comber, uda – potrawy duszone, pieczone, smażone

Jak z częściami z punktu 1 nie ma problemu. Po prostu gotujemy z warzywami i doprawiamy tak z punktem 2 jest więcej pracy. Mianowicie comber, uda powinny dodatkowo dojrzewać w zalewie z octu lub zaprawie ( solnej) z warzywami. W occie przeważnie dojrzewa zając i udziec sarni. Sarninę lepiej marynować w warzywach. Wtedy nie zagłuszymy jej delikatnego smaku. Z dzikiem postępujemy jak z wieprzowiną. 

Marynata octowa na 1kg mięsa.

10 łyżek octu 6%, 0,5 l wody, jedna cebula, łyżka macierzanki piaskowej, pieprz w ziarnach, sól do smaku.

Cebulę pokroić w piórka, zagotować z wodą, dodać przyprawy. Gotujemy aż cebula zmięknie. Studzimy i dodajemy ocet. Wkładamy do zalewy mięso na 5 dni ( zimą) a latem na 3 dni.

Marynata warzywna na 1 kg mięsa.

5 cebul, 2 marchewki, 2 pietruszki, 0,5 selera, 3 łyżki oleju, łyżeczka cukru, łyżeczka macierzanki piaskowej, 3 ząbki czosnku, kilka ziaren jałowca.

Warzywa kroimy w talarki, skraplamy olejem i dodajemy przyprawy. Wszystko mieszamy i ugniatamy tak długo aż warzywa puszczą sok. Takimi jarzynami obkładamy mięso na 3 dni.

poniedziałek, 9 października 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Czarna porzeczka. (Ribes nigrum)







Wiemy, że owoce są przepyszne, ale liście bardzo pomocne.
Zwłaszcza przy migrenach. A nawiedzają nas takowe
przy bytności leśnej. Dotleniamy się a to boli. 
Wtedy wystarczy pić napar z liści czarnej porzeczki. 

piątek, 15 września 2017

Cały rok obfitości w lesie. Gulasz grzybowy

Jesienią oprócz dobrej jakości dziczyzny można spotkać grzyby. Grzyby podnoszą walory smakowe potrawom, wzbogacają je o minerały i nie które witaminy. 
Grzyby pasują do każdej zupy wytrawnej, każdego mięsa czy to drobiowego, czy to dziczyzny. Zielone gołąbki jadam same, upieczone na kamieniu lub glinianym spodku lekko oprószone solą. 
Z gąsek gotuję rosół z dodatkiem dzikiej marchewki i kłączy czyśćca błotnego.
Ale najbardziej smakuje mi gulasz grzybowy. Mięso duszę (sarnina, wieprzowina) pod przykryciem w menażce na żarze. Chodzi o to by z mięsa wytopiły się soki. Lekko podlewam wodą jeżeli mięso jest chude. Jak mięso lekko nam się poddusi dorzucamy do niego 6 ziaren szyszkojagód jałowca, 6 korzeni dzikiej marchewki a jak gdzieś w plecaku macie cebulę to śmiało dodajcie. 
Grzyby obrane i opłukane, kroimy w kostkę i dodajemy do całości. Wszystko dusimy około godziny.
Pamiętajcie obracać menażkę by gotowało wam się równomiernie. Nie gotujcie nad czy w ogniu. Gotujcie na żarze. Wtedy potrawa wam się nie spali i łatwiej wam będzie kontrolować to co dzieje się w menażce. Na samym końcu doprawiamy solą i pieprzem. Choć ja zamiast pieprzu, bardzo często dodaję rdest ostrogorzki, ale to już w momencie jak zdejmę potrawę z ognia. Gotując rdest pozbywamy go ostrości.
Smacznego !

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Nagietek lekarski (Calendula officinalis)





Kwiat nagietka pełni rolę barometru. Jeżeli płatki przed godziną 9.00 ułożone są równolegle do ziemi - pogoda będzie ładna, bezdeszczowa. 

środa, 26 lipca 2017

DZIKA KUCHNIA. Chatney z rabarbaru

Rabarbar to bardzo wdzięczna roślina. Od kilku lat spotykam ją w lasach, przydrożach i polanach. Ludzie wywożąc ziemię z ogródków do lasu rozsiewają wiele roślin, także rabarbar. 

Chatney z rabarbaru

20 łodyg rabarbaru, 4 cebule, 1 główka czosnku, 4 słodkie jabłka, oliwa/ olej, sól, pieprz.

Rabarbar kroimy w kostkę, cebule w piórka, rozgniatamy ząbki czosnku, jabłka kroimy w cząstki. Wszystko kładziemy na blachę do pieczenia, polewamy oliwą/olejem. Pieczemy w piekarniku w 180 C do momentu aż warzywa nam się zaczną rozpadać, czyli około 1h. Solimy, pieprzymy i dalej pieczemy odparowując nadmiar wody.  
Katarzyna Miłochna Mikulska

sobota, 22 lipca 2017

LEŚNA APTECZKA. Rośliny na trawienie

Coraz więcej ludzi spędza wolny czas na łonie natury. To ogromnie nie cieszy. Zabierają swoją rodzinę, psa, kota w samochód i wybywają do lasu na weekend. W wakacje nawet na dłużej. Śpią w namiotach, jedzą na świeżym powietrzu. Gotują z lokalnych produktów a czasami sięgają głębiej i wykorzystują to co znajdą w lesie. Nasze żołądki przyzwyczajone na co dzień do innej kuchni mogą różnie zareagować. Dlatego wymienię kilka dzikich roślin, które pomogą Wam przy problemach gastrycznych.

1. Borówka - idealna do drobiu i smażonych potraw. Wystarczy, że do sosu dodamy pogniecione borówki lub sok. Borówka wyśmienicie smakuje na słodko i wytrawnie i doskonale pasuje do słodkich mięs.
2. Chrzan - korzeń - NIGDY NIE GOTUJEMY CHRZANU. zdrowo i smakowo najlepiej smakuje na surowo. Doskonały dodatek do past. Tarty najlepiej podawać z zimnymi przystawkami, pieczonymi mięsami i do ryb. 
3. Czarne jagody - w każdej postaci pomagają na bóle brzucha, niestrawności, biegunki i zatwardzenia.
4. Czarny bez - kompoty działają rozwalniająco, a sok pasuje do każdego sosu. 
5. Jarzębina - z przemrożonych owoców robimy konfiturę - idealny dodatek do ciężkostrawnych mięs. Jarzębiak - 10 kropli na cukier- niweluje bóle brzucha.
6. Jałowiec - szyszkojagody jałowca pomagają strawić dziczyznę i tłuste mięsa. Wystarczy je dodać do marynaty lub sosu.
7. Pokrzywa - spożywana jako warzywo doskonale reguluje przemianę materii, spalanie tłuszczy. Pomaga na wzdęcia.
8. Śliwki i tarnina - niwelują wzdęcia, pomagają w trawieniu ciężkich dań np. fasolowych. Tarnina zapobiega biegunkom.
9. Kobylak - czyli szczawie: skupiony, lancetowaty, kędzierzawy itp. ich nasiona hamują biegunki, regulują perystaltykę jelit.

Jak widzicie są to rośliny występujące wszędzie i dostępne praktycznie przez cały rok. 
Katarzyna Mikulska

wtorek, 11 lipca 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Czarny bez (Sambucus nigra)





Obecność czarnego bzu w ogrodach hamuje rozwój grzybów na drzewach.

Popiół z młodych pędów zawiera dużo magnezu i potasu. To idealny nawóz pod warzywa i krzewy jagodowe.

niedziela, 21 maja 2017

Cały rok obfitości w lesie. Kompot z rdestowca i pokrzywy.

Wiosna to przepiękna pora roku. Po zimie wszystko nabiera koloru. W kwietniu pojawiają się młode pędy. Chciałabym abyście zwrócili uwagę na bardzo ekspansywną roślinę, mianowicie rdestowca japońskiego. Jego młode pędy są miękkie, kwaśne i dostępne w każdej części Polski. Rdestowca można jeść dopóki jego łodygi nie zdrewnieją. Ludzie tępią tą roślinę, więc można im pomóc zjadając go :) Na wypadzie do lasu lubię sobie zrobić z niego kompot.

Młode pędy rdestowca kroję na małe kawałki i gotuję - ale nie tak by bulgotało, wywar mi "mruga" - w menażce, aż zrobi się miękki. Ze stawiam go z nad żaru i dodaję garść liści pokrzywy. Pod przykryciem parzy mi się to 10 minut i gotowe ! Można posłodzić jeżeli macie czym :) Kompot jest przepyszny. w smaku przypomina kompot rabarbarowy.

Smacznego ! Kasia MM

wtorek, 9 maja 2017

DZIKA KUCHNIA. Zupa pokrzywowa na kwaśno.

Zbliża się weekend dużymi krokami :) Wiosna kalendarzowa nastała. Od teraz każdy wypad do lasu będzie zieleńszy, cieplejszy i mam nadzieję, że smaczniejszy. W najbliższy weekend polecam Wam ugotować zupę pokrzywową na kwaśno. Naprawdę warto ! 
Potrzebujecie: 3 garście młodych pokrzyw, pęczek liści bnieca, 2 łyżki masła, szklanka ugotowanego na sypko ryżu/ kaszy, 1 łyżka soku z cytryny lub dwa młode pędy rdestowca, ½ łyżki pieprzu, sól, 1 surowe żółtko.

Umyte pokrzywy i pęczek lisci bnieca drobno pokroić, przesmażyć na stopionym maśle. Ryż/ kaszę skropić sokiem z cytryny lub wymieszać z pokrojonym rdestowcem, wymieszać z przesmażoną zieleniną, zalać gorącym bulionem, gotować na niewielkim ogniu ok. 5 - 6 minut. Żółtko dokładnie rozkłócić z 2-3 łyżkami zimnego bulionu, wlać do zupy, dokładnie wymieszać.
Kasia MM

piątek, 5 maja 2017

niedziela, 16 kwietnia 2017

LEŚNA APTECZKA. Rośliny gojące rany, skaleczenia i hamujące krwawienie.

Będąc w lesie czasami coś nam się przydarzy. Nie życzę wam tego, ale lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć, jak w takich przypadkach sobie możemy pomóc. Ale uwaga ! nic nie zastąpi fachowej opieki medycznej. Potraktujcie ten wpis jak pierwszą pomoc lub pomoc przy lekkich obrażeniach ale nie unikajcie lekarza :) Bo diagnoza to nie taka łatwa sprawa.

ROŚLINY GOJĄCE RANY I SKALECZENIA
1. Kwiat nagietka lekarskigo: napar z kwiatów hamuje krwotoki a maść z płatków leczy rany, wrzody, ropienie. Nalewka spirytusowa (przemywamy ) idealnie goi rany cięte, szarpane nie pozostawiając blizn.
2. Kwiat jasnoty białej: napar z kwiatu stosowany zewnętrznie do przemywania poprawia gojenie ran i zadrapań. Świeże i pogniecione hamują krwawienie.
3. Kwiat rumianku pospolitego: napar działa przeciwzapalnie, przeciwgnilnie, ściągająco i dezynfekcyjnie wewnętrznie (napar pijemy) i zewnętrznie (okłady, przemywamy).
4. Ziele drapacza: napar stosujemy doustnie na krwawienia wewnętrzne a zewnętrznie do przemywania ran i skaleczeń. Świeży sok jako okład, stosujemy na rany, wrzody i odmrożenia. UWAGA Nie należy stosować zbyt dużych dawek wewnętrznie, gdyż mogą wywołać wymioty, mdłości i biegunkę.
5. Ziele dziurawca: napar stosujemy zewnętrznie jako okłady na rany, zadrapania, wrzody i stłuczenia. Macerat olejowy (kwiat dziurawca zalewamy olejem, macerujemy 14 dni, odcedzamy) wykorzystujemy przy postrzałach, wrzodach, opuchliznach, odmrożeniach, poparzeniach. UWAGA miejsca na które przykładamy preparaty z dziurawca są wrażliwe na słońce.
6. Ziele lnicy: Napar stosowany wewnętrznie poprawia kondycję naczyń krwionośnych, uelastycznia żyły.
7. Ziele rdestu ptasiego: świeże ziele miażdżymy i przykładamy na rany, wrzody, skaleczenia. Działa gojąco i krwiotamująco.
8. Ziele szałwii lekarskiej: Napar z ziela działa dezynfekująco.
9. Korzeń żywokostu: Okład ze świeżego korzenia stosuje się na stłuczenia, wrzody, ukąszenia owadów, otwarte złamania kości. Suchu korzeń, sproszkowany z połączeniem z olejem stosuje się jako zasypka hamująca krwawienia np. z nosa.
10. Liść orzecha włoskiego: napar z liści działa ściągająco i dezynfekująco, co przyspiesza gojenie ran.
11. Pączki topoli czarnej: napar działa przeciw bakteryjnie. Maść stosuje się na ropiejące rany.

ROŚLINY HAMUJĄCE KRWAWIENIA ZEWNĘTRZNE I WEWNĘTRZNE
1. Ziele krwawnika: Napar pity hamuje krwawienia wewnętrzne. Stosowany zewnętrznie przyspiesza gojenie ran i skaleczeń.
2. Ziele tasznika: napar działa krwiotamująco, zwiększa krzepliwość krwi i reguluje ciśnienie krwi. Pije sie go na krwawienia wewnętrzne oraz zewnętrznie (okłady, przemywanie) na rany i krwawienia. Idealny na opatrunki.
3. Ziele skrzypu polnego: napar działa krwiotamująca i bakteriobójczo (okłady, przemywanie).
4. Ziele rdestu ostrogorzkiego: zewnętrzne okłady z naparu stosuje się na trudno gojące, ropne rany. Napar stosowany wewnętrznie hamuje krwawienia wewnętrzne.
5. Liść pokrzywy: wata umoczona w świeżo wyciśniętym soku hamuje krwawienie z nosa, przemywanie ran naparem z liści przyspiesza gojenie ran i zadrapań.

Literatura:
Ojców Bonifratrów
Ożarowski
W. Poprzęcki
Własne doświadczenia

Zdrowia ! Kasia MM

wtorek, 4 kwietnia 2017

wtorek, 21 marca 2017

TEGO UCZYMY NA WARSZTATACH. Dzikie rośliny jadalne.


Już wiecie, że u nas możecie nauczyć się ekologicznej, zgodnej z naturą uprawy. Śledząc blog, funpage, wiecie, że można u nas nauczyć się co nieco o dzikich roślinach jadalnych. Cóż to są te dzikie rośliny jadalne ? Otóż są to rośliny, które rosną wszędzie bez pomocy człowieka. Dzieciaki na warsztatach mówią: "na dziko rosną" ;) Są to rośliny, które rozsiewa wiatr, zwierzęta. Wielu uważa, że dzikie rośliny jadalne to inaczej zioła. I w sumie nie pomyli się, ponieważ ziołem nazywamy każdą roślinę, która ma wpływ na żywy organizm. Oczywiście w mądrych książkach nie zabraknie podziałów, definicji, klasyfikacji tych roślin. Spotkacie się z ziołami przyprawowymi, oleistymi, garbnikowymi itd. Ja używam dwóch określeń: zioła i dzikie rośliny jadalne. 
Prowadzimy warsztaty jednodniowe i weekendowe. Na dwudniowych warsztatach poruszamy zagadnienia, które potrzebują więcej czasu jak np. maceracje.
Jak wyglądają takie warsztaty ? Przybywacie na miejsce, powiedzmy na 10.00. Zaczynamy od poznania się przy herbacie/ kawie i domowych wypiekach. I w dobrych nastrojach idziemy na 2h spacer botaniczny. Potem wracamy z naręczem roślinnych zdobyczy i pichcimy z nich obiad. W zeszytach: Dzikie Rośliny Jadalne - przepiśnik znajdziecie wiele przepisów na dania z "dziczyzny". Jeżeli nie chcecie przegapić warsztatów to śledźcie nasz funpage:  https://web.facebook.com/wmiejskiejkniei/ lub stronę www: https://wmiejskiejkniei.wixsite.com/wmiejskiejkniei

środa, 15 marca 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Brzoza (Betula).







Gałązki brzozy służą do odpromieniania pomieszczeń. Wysyłają one promieniowanie ujemne, korzystne dla człowieka. Rozkładane pod łóżkiem ułatwiają wypoczynek i gwarantują dobry sen. 

sobota, 11 marca 2017

LEŚNA APTECZKA. Rośliny dezynfekujące.



Działanie dezynfekujące czyli bakteriobójcze. Oto lista roślin, które pomogą zdezynfekować każdą powierzchnię, odkazić ranę, jamę ustną. Do wykorzystania w domu i w terenie.

1. Czosnek, czosnaczek, pospolity, czosnek niedźwiedzi, dziki szczypior, cebula
Z tych roślin używamy każdą część. Działają najlepiej na surowo. Na przykład, jeżeli mamy jątrząca się ranę, zgniatamy ząbek czosnku lub cebulkę dzikiego szczypioru i przykładamy do rany.
Uwaga ! będzie szczypać. 
2. Liść mydlnicy
Liść mydlnicy ale i korzeń bardzo dobrze dezynfekują naczynia. Zgniatamy liście i z dodatkiem wody myjemy naczynia. Z soku powstanie piana. Można też się myć w soku z liści i korzenia mydlnicy. Nasze babki i prababki myły włosy w mydlinach z tej roślinach.
Uwaga ! naczynia należy bardzo dokładnie wypłukać.
3. Liść borówki
4. Liść czarnej jagody
Z tych liści robimy napar i nim przemywamy rany, skaleczenia lub płuczemy naczynia.
5. Ziele piołunu
6. Ziele dziurawca
7. Ziele szanty
8. Ziele mięty
9. Ziele majeranku
10. Ziele szałwii
11. Ziele macierzanki
12. Ziele tymianku
Z Ziela tych roślin robimy napar. Naparem obmywamy chore miejsca, płuczemy jamę ustną lub naczynia po wcześniejszym ich umyciu.
13. Kwiat rumianku
14. Kwiat wrotyczu
Tak jak wyżej.
15. Owoc czarnej jagody
Owoc czarnej jagody cudownie działa na florę bakteryjną żołądka i jelit. Pomaga przy problemach żołądkowych na tle bakteryjnym.
16. Korzeń omanu
17. Kłącze kosaćca
18. Kora wierzbowa
Korzeń, kora i kłącza służą nam jako odwar/ wywar. Stosujemy wewnętrznie i zewnętrznie.

Katarzyna Miłochna Mikulska

środa, 1 marca 2017

7 DNI W LESIE: Luty 2017

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak ktoś choć raz zaznał siedmiu dni w lesie, chce sprawdzać się dalej, w cięższych warunkach. I właśnie tak było z lutową edycją 7 dni w lesie. Rafał (edycja kwiecień 2016), Kuba (edycja czerwiec 2016) i Sławek świeżynka. Relacja Rafała: http://konto.bydgoszcz.wsinf.edu.pl/~dlugosz/ZD/SRW/7dni2017/SR.html
Ale zacznę od początku.

Dlaczego 7 dni w lesie w lutym ? Przecież to zima, w lesie trudno o pożywienie, dzień krótki, więc co robić zimą w lesie ? Zimowa edycja powstała dzięki Wam. Tak, tak. To Wy swoimi wypowiedziami, pytaniami zachęciliście nas do zorganizowania tego zaawansowanego szkolenia w lutym. Niestety, większość z Was nie wyszła poza wirtualne gdybania i została w domu. Dlatego wielkie brava dla Rafała, Kuby i Sławka za podjęcie nie lada wyzwania. 

Zaczęliśmy w sobotę. Od 9 rano, pełni zapału, oczekiwań i adrenaliny ruszyliśmy do lasu. Każdy uczestnik wziął ze sobą koc (z którego zrobił sobie plecak), kilo mąki, 3 garście ryżu, gliniak smalcu, nóż i menażkę. Plan był prosty: docieramy na miejsce szkolenia i budujemy dom na 7 dni. Wybraliśmy dość prosty projekt. Szałas tipi. Szałas szczelny, grubo obsypany ściółką (na wiosnę będzie obsadzony mchem) z dymnikiem po środku i z małym wejściem. Wszystko po to by, jak najmniej ciepła z niego uciekało i jak najwięcej w nim zostawało. Budowę nadzorował Artur. Doradzał w jakich odległościach budować posłania, jak odizolować się od zmarzniętej ziemi, jak obsypywać i uszczelniać szałas. Budowa szałasu zajęła nam cały dzień. W nocy rozpalaliśmy ogień za pomocą łuku ogniowego. Mimo wilgoci i zmarzliny udało nam się rozbujać ogień w środku.

Niedziela przywitała nas początkiem odwilży. Mokro. W szałasie powoli robiło się sucho i ciepło. Jak w domu. Ale nie było tak kolorowo. Ściółka na szałasie ubiła się, czyli opadła po ścianie w dół. Plus taki, że na dole nie było prześwitów. Uzupełniliśmy braki od góry góry szałasu. Nagromadziliśmy opał w szałasie i zrobiliśmy spory zapas na zewnątrz. Zrobiłam pierwszy spacer botaniczny. Chłopaki pozyskali pierwsze leśne produkty do jedzenia: owoce głogu, róży i szyszko jagody jałowca. Zebrali pęki gwiazdnicy pospolitej, bluszczyku kurdybanka i pokrzywy (tak, tak :) pokrzywa już się pojawia). Po drodze z Pisi nabraliśmy wodę do butelek. Udało się nam też ukopać topinamburu. Artur poprowadził warsztaty z łuku ogniowego. Uczestnicy sami zrobili sobie sosnowy zestaw z dębowym dociskiem. I nie wiadomo kiedy dzień minął. Wieczorami w szałasie, przy ognisku odpowiadaliśmy z Arturem na wiele pytań związanych z warsztatami ale również słuchaliśmy jakie oczekiwania i jakie obawy mają uczestnicy. Najbardziej dokuczał im dyskomfort termiczny w nocy. 

Każdego dnia uczestnicy wykonywali rutynowe zadania: opał, woda, uszczelnianie szałasu. Od
poniedziałku zaczęło mocno wiać, więc ściółka mimo, że przykryta gałęziami "rozszczelniała" się. Taki urok świeżego szałasu. Dopóki ściółka się nie ubije, trzeba nad poszyciem pracować. W nocy chłopakom było zimno. Spali kiepsko, więc odsypiali nad ranem. Mały kryzys miał Sławek. Kuba i Rafał kryzysu nie mieli tzn wcześniejsze doświadczenie było widać. Wiedzieli jak sobie poradzić w aklimatyzacji do zastanych warunków. W nocy z poniedziałku na wtorek bardzo mocno padało i wiało. Szałas zdał egzamin. W szałasie suchutko. Jednak wiatr się wdzierał. Rafał z koca zrobił sobie w środku ekran. Podziałało. Kolejnej nocy Kuba i Sławek zrobili podobnie. Odespali :)

Co wieczór oprócz przygotowywania sobie jedzenia, Chłopcy wykonywali różne przedmioty jak łyżki, deseczki do krojenia, trójnóg, wieszak na menażkę itd. We wtorek zostali sami z zadaniem wytropienia zwierza. Mieli wytropić zwierzę, jego ślady bytności, legowisko i jego samego. Nagrodą za to miał być królik. Nie ukrywam, że nie do końca wierzyła, że chłopakom się uda. Pogoda była mieszana: raz słońce raz deszcz. Wiało. Jak przyszłam do obozu pod wieczór z dumą mi Rafał pokazał zdjęcia tropów, odchodów, legowiska sarny. Samego zwierza nie sfotografowali ale zasłużyli na królika. 

"Upolowali" królika czyli otrzymali go żywego. Musieli go w humanitarny sposób zabić, oprawić a potem jeść. Pomógł im w tym mój Tato Andrzej. Żaden nie odważył się uśmiercić zwierzaka. Obawiali się, że ich nie wiedza spowoduje, że zwierze będzie się męczyć. Po oprawieniu królika Sławek z Kubą poszli go umyć w rzeczce Pisi a Rafał wytopił smalec z tłuszczu. 

Od wtorku czyli "epoki królika" humor chłopaków nie opuszczał. Pojawiło się słońce. Ziemia odmarzła więc pozyskaliśmy chrzan, dziką marchew, cebulki szczypioru. Okazało się, że pod śniegiem jest jeszcze więcej pysznej gwiazdnicy. Unormował się harmonogram dnia: śniadanie, gromadzenie opału, ciepła herbata w południe, spacer po wodę i rośliny, ćwiczenie łuku ogniowego, rękodzieło leśne przy ognisku, kolacja. 

Nie narzucaliśmy uczestnikom wielu rzeczy. Chcieliśmy by mieli czas dla siebie, na przystosowanie się do zimna. To najwięcej zajęło im energii. I to, że jedzenie było skromniejsze a więcej było wysiłku fizycznego potęgowało dyskomfort pobytu w lesie. W pewnym momencie u Sławka pojawiła się infekcja gardła. Zastosowałam tutaj apiterapię. Dałam im miód wielokwiatowy z pierzgą. Pili codziennie miód rozpuszczony w ciepłej wodzie. Infekcja w ciągu jednego dnia zniknęła. 

Rafał i Sławek przez pierwsze 3 dni nie jedli. Chcieli stracić na wadze i zobaczyć jak długo dadzą radę w takich warunkach bez jedzenia. Pili tylko ciepłe wywary i napary. Kuba natomiast jadł od samego początku: podpłomyki z gwiazdnicą, podpłomyki ze smalcem, herbatki. 

Jak oceniam te 7 dni w lesie ? Oceniam bardzo dobrze. Był to idealny sprawdzian swojej wytrzymałości w zimnie, w minusowych temperaturach. Uczestnicy bardzo dobrze sobie poradzili fizycznie i psychicznie. Bravo !

poniedziałek, 6 lutego 2017

KOBITKA NA SZLAKU I JEJ FOBIE.

W lesie się wychowałam i mieszkam. Mam polany, łąki, lasu mniejsze i większe. Mam też trochę błota... szumnie nazywamy je bagnami. Po prostu tam miękko hahhaa. W ten weekend z Arturem poszliśmy na obiad do lasu. W planach mała sesja koszy-plecaków, które wyplótł i kangurek (anoraków) uszytych przeze mnie. 

Ja lubię ląd. Wiecie, taki stabilny, może być błotny. A tutaj przyszło mi łazić po rozlewiskach. Dla mnie to wyzwanie. Panicznie boję się wody. Do zamarzniętej wody też nie mam przekonania. Artur pewnie i bez problemu ruszył przed siebie a ja... no właśnie. Podziwiam Go za cierpliwość do mnie :) Kroczek, po kroczku. Oddech za oddechem. Atakiem paniki za atakiem paniki lazłam przed siebie. I powiem Wam że dotarłam do brzegu. Nie wiem jak tego dokonałam ale doczłapałam się. 


Walka ze swoimi słabościami, panikami to dobra rzecz. Spojrzałam za siebie i poczułam się lekka, że pokonałam taki kawałek drogi. Oczywiście z pomocą Artura, który doprowadzał mnie śmiechem do łez. 

Ale może coś więcej o mojej fobii. Otóż dawno, dawno temu mój wujek chciał nauczyć mnie pływać. Na stawach. Wrzucił do wody i krzyknął: pływaj ! No tyle, że ja nie wypłynęłam. Wyciągnęli mnie z wody, wymiotowałam wodę, muł i inne fuj. Złapałam oddech i w przypływie adrenaliny, mokra wsiadłam na swój rowerek i wróciłam do domu. I tyle. Może mało. Może wiele. Ale od tamtego momentu nie za bardzo lubię wodę. Wielkie przestrzenie wodne mnie przerażają. Morze polskie nie zachwyca, jeziora są fajne jak widzisz tylko szuwary i kaczki. rzeki jeszcze są ok, bo widzę drugi brzeg. 

Jak zaczęłam walczyć z fobią ? Małymi krokami. Moczenie nóg na brzegu jeziorka. Fajne w upał :) Ale pod warunkiem że za mocno nie przyjrzę się głębokości. Potem właziłam na głębokość: do kolan, do uda, do pasa. Tez fajne. Do póki ktoś nie zrobi głupiego numeru i nie chce mnie popchnąć. 

Dwa lata temu postanowiłam wziąć się za to porządnie. Artur - ratownik - patrzył jak blada włażę do wody i się zanurzam. Okazało się, że to nie takie straszne. Ale nie odważę się zrobić tego sama. Potem postanowiłam nauczyć się pływać. A co ! Więc unoszę się na wodzie i posuwam do przodu ruchem prostolinijnym... hihih metr lub dwa. no ale zawsze do przodu. Nie czuje się pewnie gdy nie czuję gruntu pod stopami. Na razie brodzę przy brzegu. Choć potrafię wejść na głębokość: do szyi.
Lód. No lód to wyzwanie. Bo nie wiem jak głęboko jest. Chodzę po "wodzie", a nie czuję się postacią z Biblii. W tym roku pierwszy raz wlazłam na nieznany teren zmarzliny. Bo swoje łąki zalewowe znam. Tam woda do kostki. I jest mini, mini. Za pewne wyglądało to śmiesznie, ale przelazłam. Lód trzeszczał. Ja bladłam. Ale przelazłam. Może nie powtórzę tego od razu... ale wiem, że dam radę przejść. 






sobota, 4 lutego 2017

LEŚNA APTECZKA. Wierzba purpurowa (Salix purpurea)


Wierzba purpurowa jest drzewem wieloletnim. Bardzo szybko rośnie i trzeba co kilka lat ją podcinać, inaczej łamie się pod swoim ciężarem. Dlatego im starsze drzewo tym bardziej przypomina maczugę.
Liście i kwiaty
W świeżych liściach jest bardzo dużo witamin. W kwiatach czyli "kotkach" jest jeszcze więcej witamin niż w liściach. Herbata parzona z liści i kwiatów uzupełnia witaminy w organizmie. Zwłaszcza gdy jesteśmy w terenie i nasze menu opiera się na puszkach i suchym prowiancie. 
Kora
Zawiera duże ilości salicylu. Ma smak słodko - gorzki. Kora wierzbowa zawiera glikozydy fenolowe, flawonoidy, kwasy organiczne i sole mineralne.
Działa:
- przeciw reumatycznie
- przeciw artretyzmie 
- przeciwbólowo
- ściągająco
- ischiasie
- uporczywych biegunkach
- krwawieniach wewnętrznych
- podnieceniu nerwowym
- nerwobólach twarzy
- nieżytach dróg oddechowych
- białych upławach
- krwiopluciu
- środek pomocniczy przy gruźlicy, cukrzycy
- na odleżyny jako okłady

Aby nie dopuścić do zaparć, należy mieszać korę wierzbową z korą kruszyny. Korę stosujemy jako wywar/ odwar. Większość receptur każe nam stosować wywar/ odwar 2-3 razy dziennie pół szklanki. Czyli po prostu gotujemy korę lub pokrojone gałązki. Pozyskuje się ją wiosną, gdy ruszają soki przed pojawieniem się liści. Należy ją zbierać tylko z gałęzi ściętych, przy obcinaniu drzew oraz przy ich wyrębie. Do okorowywania wybiera się 2-3-letnie gałązki o gładkiej korze. Obcina się te boczne, a następnie zdejmuje korę odcinkami o długości około 20 cm przez nacinanie obrączek i ściąganie rurek kory.

Kasia MM