piątek, 15 września 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 11. Gulasz grzybowy

Jesienią oprócz dobrej jakości dziczyzny można spotkać grzyby. Grzyby podnoszą walory smakowe potrawom, wzbogacają je o minerały i nie które witaminy. 
Grzyby pasują do każdej zupy wytrawnej, każdego mięsa czy to drobiowego, czy to dziczyzny. Zielone gołąbki jadam same, upieczone na kamieniu lub glinianym spodku lekko oprószone solą. 
Z gąsek gotuję rosół z dodatkiem dzikiej marchewki i kłaczy czyśćca błotnego.
Ale najbardziej smakuje mi gulasz grzybowy. Mięso duszę (sarnina, wieprzowina) pod przykryciem w menażce na żarze. Chodzi o to by z mięsa wytopiły się soki. Lekko podlewam wodą jeżeli mięso jest chude. Jak mięso lekko nam się poddusi dorzucamy do niego 6 ziaren szyszkojagód jałowca, 6 korzeni dzikiej marchewki a jak gdzieś w plecaku macie cebulę to śmiało dodajcie. 
Grzyby obrane i opłukane, kroimy w kostkę i dodajemy do całości. Wszystko dusimy około godziny.
Pamiętajcie obracać menażkę by gotowało wam się równomiernie. Nie gotujcie nad czy w ogniu. Gotujcie na żarze. Wtedy potrawa wam się nie spali i łatwiej wam będzie kontrolować to co dzieje się w menażce. Na samym końcu doprawiamy solą i pieprzem. Choć ja zamiast pieprzu, bardzo często dodaję rdest ostrogorzki, ale to już w momencie jak zdejmę potrawę z ognia. Gotując rdest pozbywamy go ostrości.
Smacznego !

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

środa, 26 lipca 2017

DZIKA KUCHNIA. Chatney z rabarbaru

Rabarbar to bardzo wdzięczna roślina. Od kilku lat spotykam ją w lasach, przydrożach i polanach. Ludzie wywożąc ziemię z ogródków do lasu rozsiewają wiele roślin, także rabarbar. 

Chatney z rabarbaru

20 łodyg rabarbaru, 4 cebule, 1 główka czosnku, 4 słodkie jabłka, oliwa/ olej, sól, pieprz.

Rabarbar kroimy w kostkę, cebule w piórka, rozgniatamy ząbki czosnku, jabłka kroimy w cząstki. Wszystko kładziemy na blachę do pieczenia, polewamy oliwą/olejem. Pieczemy w piekarniku w 180 C do momentu aż warzywa nam się zaczną rozpadać, czyli około 1h. Solimy, pieprzymy i dalej pieczemy odparowując nadmiar wody.  
Katarzyna Miłochna Mikulska

sobota, 22 lipca 2017

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 13. Rośliny na trawienie

Coraz więcej ludzi spędza wolny czas na łonie natury. To ogromnie nie cieszy. Zabierają swoją rodzinę, psa, kota w samochód i wybywają do lasu na weekend. W wakacje nawet na dłużej. Śpią w namiotach, jedzą na świeżym powietrzu. Gotują z lokalnych produktów a czasami sięgają głębiej i wykorzystują to co znajdą w lesie. Nasze żołądki przyzwyczajone na co dzień do innej kuchni mogą różnie zareagować. Dlatego wymienię kilka dzikich roślin, które pomogą Wam przy problemach gastrycznych.

1. Borówka - idealna do drobiu i smażonych potraw. Wystarczy, że do sosu dodamy pogniecione borówki lub sok. Borówka wyśmienicie smakuje na słodko i wytrawnie i doskonale pasuje do słodkich mięs.
2. Chrzan - korzeń - NIGDY NIE GOTUJEMY CHRZANU. zdrowo i smakowo najlepiej smakuje na surowo. Doskonały dodatek do past. Tarty najlepiej podawać z zimnymi przystawkami, pieczonymi mięsami i do ryb. 
3. Czarne jagody - w każdej postaci pomagają na bóle brzucha, niestrawności, biegunki i zatwardzenia.
4. Czarny bez - kompoty działają rozwalniająco, a sok pasuje do każdego sosu. 
5. Jarzębina - z przemrożonych owoców robimy konfiturę - idealny dodatek do ciężkostrawnych mięs. Jarzębiak - 10 kropli na cukier- niweluje bóle brzucha.
6. Jałowiec - szyszkojagody jałowca pomagają strawić dziczyznę i tłuste mięsa. Wystarczy je dodać do marynaty lub sosu.
7. Pokrzywa - spożywana jako warzywo doskonale reguluje przemianę materii, spalanie tłuszczy. Pomaga na wzdęcia.
8. Śliwki i tarnina - niwelują wzdęcia, pomagają w trawieniu ciężkich dań np. fasolowych. Tarnina zapobiega biegunkom.
9. Kobylak - czyli szczawie: skupiony, lancetowaty, kędzierzawy itp. ich nasiona hamują biegunki, regulują perystaltykę jelit.

Jak widzicie są to rośliny występujące wszędzie i dostępne praktycznie przez cały rok. 
Katarzyna Mikulska

wtorek, 11 lipca 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Czarny bez (Sambucus nigra)





Obecność czarnego bzu w ogrodach hamuje rozwój grzybów na drzewach.

Popiół z młodych pędów zawiera dużo magnezu i potasu. To idealny nawóz pod warzywa i krzewy jagodowe.

niedziela, 21 maja 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 11. Kompot z rdestowca i pokrzywy.

Wiosna to przepiękna pora roku. Po zimie wszystko nabiera koloru. W kwietniu pojawiają się młode pędy. Chciałabym abyście zwrócili uwagę na bardzo ekspansywną roślinę, mianowicie rdestowca japońskiego. Jego młode pędy są miękkie, kwaśne i dostępne w każdej części Polski. Rdestowca można jeść dopóki jego łodygi nie zdrewnieją. Ludzie tępią tą roślinę, więc można im pomóc zjadając go :) Na wypadzie do lasu lubię sobie zrobić z niego kompot.

Młode pędy rdestowca kroję na małe kawałki i gotuję - ale nie tak by bulgotało, wywar mi "mruga" - w menażce, aż zrobi się miękki. Ze stawiam go z nad żaru i dodaję garść liści pokrzywy. Pod przykryciem parzy mi się to 10 minut i gotowe ! Można posłodzić jeżeli macie czym :) Kompot jest przepyszny. w smaku przypomina kompot rabarbarowy.

Smacznego ! Kasia MM

wtorek, 9 maja 2017

DZIKA KUCHNIA. Zupa pokrzywowa na kwaśno.

Zbliża się weekend dużymi krokami :) Wiosna kalendarzowa nastała. Od teraz każdy wypad do lasu będzie zieleńszy, cieplejszy i mam nadzieję, że smaczniejszy. W najbliższy weekend polecam Wam ugotować zupę pokrzywową na kwaśno. Naprawdę warto ! 
Potrzebujecie: 3 garście młodych pokrzyw, pęczek liści bnieca, 2 łyżki masła, szklanka ugotowanego na sypko ryżu/ kaszy, 1 łyżka soku z cytryny lub dwa młode pędy rdestowca, ½ łyżki pieprzu, sól, 1 surowe żółtko.

Umyte pokrzywy i pęczek lisci bnieca drobno pokroić, przesmażyć na stopionym maśle. Ryż/ kaszę skropić sokiem z cytryny lub wymieszać z pokrojonym rdestowcem, wymieszać z przesmażoną zieleniną, zalać gorącym bulionem, gotować na niewielkim ogniu ok. 5 - 6 minut. Żółtko dokładnie rozkłócić z 2-3 łyżkami zimnego bulionu, wlać do zupy, dokładnie wymieszać.
Kasia MM

piątek, 5 maja 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Łopian większy (Arctium lappa)




Świeże, zmiażdżone liście łopianu leczą czyraki i goją ukąszenia owadów.

Ciepłą papkę z korzeni i liści stosuje się na ropnie.

niedziela, 16 kwietnia 2017

LEŚNA APTECZKA Odsłona 12. Rośliny gojące rany, skaleczenia i hamujące krwawienie.

Będąc w lesie czasami coś nam się przydarzy. Nie życzę wam tego, ale lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć, jak w takich przypadkach sobie możemy pomóc. Ale uwaga ! nic nie zastąpi fachowej opieki medycznej. Potraktujcie ten wpis jak pierwszą pomoc lub pomoc przy lekkich obrażeniach ale nie unikajcie lekarza :) Bo diagnoza to nie taka łatwa sprawa.

ROŚLINY GOJĄCE RANY I SKALECZENIA
1. Kwiat nagietka lekarskigo: napar z kwiatów hamuje krwotoki a maść z płatków leczy rany, wrzody, ropienie. Nalewka spirytusowa (przemywamy ) idealnie goi rany cięte, szarpane nie pozostawiając blizn.
2. Kwiat jasnoty białej: napar z kwiatu stosowany zewnętrznie do przemywania poprawia gojenie ran i zadrapań. Świeże i pogniecione hamują krwawienie.
3. Kwiat rumianku pospolitego: napar działa przeciwzapalnie, przeciwgnilnie, ściągająco i dezynfekcyjnie wewnętrznie (napar pijemy) i zewnętrznie (okłady, przemywamy).
4. Ziele drapacza: napar stosujemy doustnie na krwawienia wewnętrzne a zewnętrznie do przemywania ran i skaleczeń. Świeży sok jako okład, stosujemy na rany, wrzody i odmrożenia. UWAGA Nie należy stosować zbyt dużych dawek wewnętrznie, gdyż mogą wywołać wymioty, mdłości i biegunkę.
5. Ziele dziurawca: napar stosujemy zewnętrznie jako okłady na rany, zadrapania, wrzody i stłuczenia. Macerat olejowy (kwiat dziurawca zalewamy olejem, macerujemy 14 dni, odcedzamy) wykorzystujemy przy postrzałach, wrzodach, opuchliznach, odmrożeniach, poparzeniach. UWAGA miejsca na które przykładamy preparaty z dziurawca są wrażliwe na słońce.
6. Ziele lnicy: Napar stosowany wewnętrznie poprawia kondycję naczyń krwionośnych, uelastycznia żyły.
7. Ziele rdestu ptasiego: świeże ziele miażdżymy i przykładamy na rany, wrzody, skaleczenia. Działa gojąco i krwiotamująco.
8. Ziele szałwii lekarskiej: Napar z ziela działa dezynfekująco.
9. Korzeń żywokostu: Okład ze świeżego korzenia stosuje się na stłuczenia, wrzody, ukąszenia owadów, otwarte złamania kości. Suchu korzeń, sproszkowany z połączeniem z olejem stosuje się jako zasypka hamująca krwawienia np. z nosa.
10. Liść orzecha włoskiego: napar z liści działa ściągająco i dezynfekująco, co przyspiesza gojenie ran.
11. Pączki topoli czarnej: napar działa przeciw bakteryjnie. Maść stosuje się na ropiejące rany.

ROŚLINY HAMUJĄCE KRWAWIENIA ZEWNĘTRZNE I WEWNĘTRZNE
1. Ziele krwawnika: Napar pity hamuje krwawienia wewnętrzne. Stosowany zewnętrznie przyspiesza gojenie ran i skaleczeń.
2. Ziele tasznika: napar działa krwiotamująco, zwiększa krzepliwość krwi i reguluje ciśnienie krwi. Pije sie go na krwawienia wewnętrzne oraz zewnętrznie (okłady, przemywanie) na rany i krwawienia. Idealny na opatrunki.
3. Ziele skrzypu polnego: napar działa krwiotamująca i bakteriobójczo (okłady, przemywanie).
4. Ziele rdestu ostrogorzkiego: zewnętrzne okłady z naparu stosuje się na trudno gojące, ropne rany. Napar stosowany wewnętrznie hamuje krwawienia wewnętrzne.
5. Liść pokrzywy: wata umoczona w świeżo wyciśniętym soku hamuje krwawienie z nosa, przemywanie ran naparem z liści przyspiesza gojenie ran i zadrapań.

Literatura:
Ojców Bonifratrów
Ożarowski
W. Poprzęcki
Własne doświadczenia

Zdrowia ! Kasia MM

wtorek, 4 kwietnia 2017

wtorek, 21 marca 2017

TEGO UCZYMY NA WARSZTATACH. Dzikie rośliny jadalne.


Już wiecie, że u nas możecie nauczyć się ekologicznej, zgodnej z naturą uprawy. Śledząc blog, funpage, wiecie, że można u nas nauczyć się co nieco o dzikich roślinach jadalnych. Cóż to są te dzikie rośliny jadalne ? Otóż są to rośliny, które rosną wszędzie bez pomocy człowieka. Dzieciaki na warsztatach mówią: "na dziko rosną" ;) Są to rośliny, które rozsiewa wiatr, zwierzęta. Wielu uważa, że dzikie rośliny jadalne to inaczej zioła. I w sumie nie pomyli się, ponieważ ziołem nazywamy każdą roślinę, która ma wpływ na żywy organizm. Oczywiście w mądrych książkach nie zabraknie podziałów, definicji, klasyfikacji tych roślin. Spotkacie się z ziołami przyprawowymi, oleistymi, garbnikowymi itd. Ja używam dwóch określeń: zioła i dzikie rośliny jadalne. 
Prowadzimy warsztaty jednodniowe i weekendowe. Na dwudniowych warsztatach poruszamy zagadnienia, które potrzebują więcej czasu jak np. maceracje.
Jak wyglądają takie warsztaty ? Przybywacie na miejsce, powiedzmy na 10.00. Zaczynamy od poznania się przy herbacie/ kawie i domowych wypiekach. I w dobrych nastrojach idziemy na 2h spacer botaniczny. Potem wracamy z naręczem roślinnych zdobyczy i pichcimy z nich obiad. W zeszytach: Dzikie Rośliny Jadalne - przepiśnik znajdziecie wiele przepisów na dania z "dziczyzny". Jeżeli nie chcecie przegapić warsztatów to śledźcie nasz funpage:  https://web.facebook.com/wmiejskiejkniei/ lub stronę www: https://wmiejskiejkniei.wixsite.com/wmiejskiejkniei

środa, 15 marca 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Brzoza (Betula).







Gałązki brzozy służą do odpromieniania pomieszczeń. Wysyłają one promieniowanie ujemne, korzystne dla człowieka. Rozkładane pod łóżkiem ułatwiają wypoczynek i gwarantują dobry sen. 

sobota, 11 marca 2017

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 11. Rośliny dezynfekujące.



Działanie dezynfekujące czyli bakteriobójcze. Oto lista roślin, które pomogą zdezynfekować każdą powierzchnię, odkazić ranę, jamę ustną. Do wykorzystania w domu i w terenie.

1. Czosnek, czosnaczek, pospolity, czosnek niedźwiedzi, dziki szczypior, cebula
Z tych roślin używamy każdą część. Działają najlepiej na surowo. Na przykład, jeżeli mamy jątrząca się ranę, zgniatamy ząbek czosnku lub cebulkę dzikiego szczypioru i przykładamy do rany.
Uwaga ! będzie szczypać. 
2. Liść mydlnicy
Liść mydlnicy ale i korzeń bardzo dobrze dezynfekują naczynia. Zgniatamy liście i z dodatkiem wody myjemy naczynia. Z soku powstanie piana. Można też się myć w soku z liści i korzenia mydlnicy. Nasze babki i prababki myły włosy w mydlinach z tej roślinach.
Uwaga ! naczynia należy bardzo dokładnie wypłukać.
3. Liść borówki
4. Liść czarnej jagody
Z tych liści robimy napar i nim przemywamy rany, skaleczenia lub płuczemy naczynia.
5. Ziele piołunu
6. Ziele dziurawca
7. Ziele szanty
8. Ziele mięty
9. Ziele majeranku
10. Ziele szałwii
11. Ziele macierzanki
12. Ziele tymianku
Z Ziela tych roślin robimy napar. Naparem obmywamy chore miejsca, płuczemy jamę ustną lub naczynia po wcześniejszym ich umyciu.
13. Kwiat rumianku
14. Kwiat wrotyczu
Tak jak wyżej.
15. Owoc czarnej jagody
Owoc czarnej jagody cudownie działa na florę bakteryjną żołądka i jelit. Pomaga przy problemach żołądkowych na tle bakteryjnym.
16. Korzeń omanu
17. Kłącze kosaćca
18. Kora wierzbowa
Korzeń, kora i kłącza służą nam jako odwar/ wywar. Stosujemy wewnętrznie i zewnętrznie.

Katarzyna Miłochna Mikulska

środa, 1 marca 2017

7 DNI W LESIE: Luty 2017

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak ktoś choć raz zaznał siedmiu dni w lesie, chce sprawdzać się dalej, w cięższych warunkach. I właśnie tak było z lutową edycją 7 dni w lesie. Rafał (edycja kwiecień 2016), Kuba (edycja czerwiec 2016) i Sławek świeżynka. Relacja Rafała: http://konto.bydgoszcz.wsinf.edu.pl/~dlugosz/ZD/SRW/7dni2017/SR.html
Ale zacznę od początku.

Dlaczego 7 dni w lesie w lutym ? Przecież to zima, w lesie trudno o pożywienie, dzień krótki, więc co robić zimą w lesie ? Zimowa edycja powstała dzięki Wam. Tak, tak. To Wy swoimi wypowiedziami, pytaniami zachęciliście nas do zorganizowania tego zaawansowanego szkolenia w lutym. Niestety, większość z Was nie wyszła poza wirtualne gdybania i została w domu. Dlatego wielkie brava dla Rafała, Kuby i Sławka za podjęcie nie lada wyzwania. 

Zaczęliśmy w sobotę. Od 9 rano, pełni zapału, oczekiwań i adrenaliny ruszyliśmy do lasu. Każdy uczestnik wziął ze sobą koc (z którego zrobił sobie plecak), kilo mąki, 3 garście ryżu, gliniak smalcu, nóż i menażkę. Plan był prosty: docieramy na miejsce szkolenia i budujemy dom na 7 dni. Wybraliśmy dość prosty projekt. Szałas tipi. Szałas szczelny, grubo obsypany ściółką (na wiosnę będzie obsadzony mchem) z dymnikiem po środku i z małym wejściem. Wszystko po to by, jak najmniej ciepła z niego uciekało i jak najwięcej w nim zostawało. Budowę nadzorował Artur. Doradzał w jakich odległościach budować posłania, jak odizolować się od zmarzniętej ziemi, jak obsypywać i uszczelniać szałas. Budowa szałasu zajęła nam cały dzień. W nocy rozpalaliśmy ogień za pomocą łuku ogniowego. Mimo wilgoci i zmarzliny udało nam się rozbujać ogień w środku.

Niedziela przywitała nas początkiem odwilży. Mokro. W szałasie powoli robiło się sucho i ciepło. Jak w domu. Ale nie było tak kolorowo. Ściółka na szałasie ubiła się, czyli opadła po ścianie w dół. Plus taki, że na dole nie było prześwitów. Uzupełniliśmy braki od góry góry szałasu. Nagromadziliśmy opał w szałasie i zrobiliśmy spory zapas na zewnątrz. Zrobiłam pierwszy spacer botaniczny. Chłopaki pozyskali pierwsze leśne produkty do jedzenia: owoce głogu, róży i szyszko jagody jałowca. Zebrali pęki gwiazdnicy pospolitej, bluszczyku kurdybanka i pokrzywy (tak, tak :) pokrzywa już się pojawia). Po drodze z Pisi nabraliśmy wodę do butelek. Udało się nam też ukopać topinamburu. Artur poprowadził warsztaty z łuku ogniowego. Uczestnicy sami zrobili sobie sosnowy zestaw z dębowym dociskiem. I nie wiadomo kiedy dzień minął. Wieczorami w szałasie, przy ognisku odpowiadaliśmy z Arturem na wiele pytań związanych z warsztatami ale również słuchaliśmy jakie oczekiwania i jakie obawy mają uczestnicy. Najbardziej dokuczał im dyskomfort termiczny w nocy. 

Każdego dnia uczestnicy wykonywali rutynowe zadania: opał, woda, uszczelnianie szałasu. Od
poniedziałku zaczęło mocno wiać, więc ściółka mimo, że przykryta gałęziami "rozszczelniała" się. Taki urok świeżego szałasu. Dopóki ściółka się nie ubije, trzeba nad poszyciem pracować. W nocy chłopakom było zimno. Spali kiepsko, więc odsypiali nad ranem. Mały kryzys miał Sławek. Kuba i Rafał kryzysu nie mieli tzn wcześniejsze doświadczenie było widać. Wiedzieli jak sobie poradzić w aklimatyzacji do zastanych warunków. W nocy z poniedziałku na wtorek bardzo mocno padało i wiało. Szałas zdał egzamin. W szałasie suchutko. Jednak wiatr się wdzierał. Rafał z koca zrobił sobie w środku ekran. Podziałało. Kolejnej nocy Kuba i Sławek zrobili podobnie. Odespali :)

Co wieczór oprócz przygotowywania sobie jedzenia, Chłopcy wykonywali różne przedmioty jak łyżki, deseczki do krojenia, trójnóg, wieszak na menażkę itd. We wtorek zostali sami z zadaniem wytropienia zwierza. Mieli wytropić zwierzę, jego ślady bytności, legowisko i jego samego. Nagrodą za to miał być królik. Nie ukrywam, że nie do końca wierzyła, że chłopakom się uda. Pogoda była mieszana: raz słońce raz deszcz. Wiało. Jak przyszłam do obozu pod wieczór z dumą mi Rafał pokazał zdjęcia tropów, odchodów, legowiska sarny. Samego zwierza nie sfotografowali ale zasłużyli na królika. 

"Upolowali" królika czyli otrzymali go żywego. Musieli go w humanitarny sposób zabić, oprawić a potem jeść. Pomógł im w tym mój Tato Andrzej. Żaden nie odważył się uśmiercić zwierzaka. Obawiali się, że ich nie wiedza spowoduje, że zwierze będzie się męczyć. Po oprawieniu królika Sławek z Kubą poszli go umyć w rzeczce Pisi a Rafał wytopił smalec z tłuszczu. 

Od wtorku czyli "epoki królika" humor chłopaków nie opuszczał. Pojawiło się słońce. Ziemia odmarzła więc pozyskaliśmy chrzan, dziką marchew, cebulki szczypioru. Okazało się, że pod śniegiem jest jeszcze więcej pysznej gwiazdnicy. Unormował się harmonogram dnia: śniadanie, gromadzenie opału, ciepła herbata w południe, spacer po wodę i rośliny, ćwiczenie łuku ogniowego, rękodzieło leśne przy ognisku, kolacja. 

Nie narzucaliśmy uczestnikom wielu rzeczy. Chcieliśmy by mieli czas dla siebie, na przystosowanie się do zimna. To najwięcej zajęło im energii. I to, że jedzenie było skromniejsze a więcej było wysiłku fizycznego potęgowało dyskomfort pobytu w lesie. W pewnym momencie u Sławka pojawiła się infekcja gardła. Zastosowałam tutaj apiterapię. Dałam im miód wielokwiatowy z pierzgą. Pili codziennie miód rozpuszczony w ciepłej wodzie. Infekcja w ciągu jednego dnia zniknęła. 

Rafał i Sławek przez pierwsze 3 dni nie jedli. Chcieli stracić na wadze i zobaczyć jak długo dadzą radę w takich warunkach bez jedzenia. Pili tylko ciepłe wywary i napary. Kuba natomiast jadł od samego początku: podpłomyki z gwiazdnicą, podpłomyki ze smalcem, herbatki. 

Jak oceniam te 7 dni w lesie ? Oceniam bardzo dobrze. Był to idealny sprawdzian swojej wytrzymałości w zimnie, w minusowych temperaturach. Uczestnicy bardzo dobrze sobie poradzili fizycznie i psychicznie. Bravo !

poniedziałek, 6 lutego 2017

KOBITKA NA SZLAKU I JEJ FOBIE.

W lesie się wychowałam i mieszkam. Mam polany, łąki, lasu mniejsze i większe. Mam też trochę błota... szumnie nazywamy je bagnami. Po prostu tam miękko hahhaa. W ten weekend z Arturem poszliśmy na obiad do lasu. W planach mała sesja koszy-plecaków, które wyplótł i kangurek (anoraków) uszytych przeze mnie. 

Ja lubię ląd. Wiecie, taki stabilny, może być błotny. A tutaj przyszło mi łazić po rozlewiskach. Dla mnie to wyzwanie. Panicznie boję się wody. Do zamarzniętej wody też nie mam przekonania. Artur pewnie i bez problemu ruszył przed siebie a ja... no właśnie. Podziwiam Go za cierpliwość do mnie :) Kroczek, po kroczku. Oddech za oddechem. Atakiem paniki za atakiem paniki lazłam przed siebie. I powiem Wam że dotarłam do brzegu. Nie wiem jak tego dokonałam ale doczłapałam się. 


Walka ze swoimi słabościami, panikami to dobra rzecz. Spojrzałam za siebie i poczułam się lekka, że pokonałam taki kawałek drogi. Oczywiście z pomocą Artura, który doprowadzał mnie śmiechem do łez. 

Ale może coś więcej o mojej fobii. Otóż dawno, dawno temu mój wujek chciał nauczyć mnie pływać. Na stawach. Wrzucił do wody i krzyknął: pływaj ! No tyle, że ja nie wypłynęłam. Wyciągnęli mnie z wody, wymiotowałam wodę, muł i inne fuj. Złapałam oddech i w przypływie adrenaliny, mokra wsiadłam na swój rowerek i wróciłam do domu. I tyle. Może mało. Może wiele. Ale od tamtego momentu nie za bardzo lubię wodę. Wielkie przestrzenie wodne mnie przerażają. Morze polskie nie zachwyca, jeziora są fajne jak widzisz tylko szuwary i kaczki. rzeki jeszcze są ok, bo widzę drugi brzeg. 

Jak zaczęłam walczyć z fobią ? Małymi krokami. Moczenie nóg na brzegu jeziorka. Fajne w upał :) Ale pod warunkiem że za mocno nie przyjrzę się głębokości. Potem właziłam na głębokość: do kolan, do uda, do pasa. Tez fajne. Do póki ktoś nie zrobi głupiego numeru i nie chce mnie popchnąć. 

Dwa lata temu postanowiłam wziąć się za to porządnie. Artur - ratownik - patrzył jak blada włażę do wody i się zanurzam. Okazało się, że to nie takie straszne. Ale nie odważę się zrobić tego sama. Potem postanowiłam nauczyć się pływać. A co ! Więc unoszę się na wodzie i posuwam do przodu ruchem prostolinijnym... hihih metr lub dwa. no ale zawsze do przodu. Nie czuje się pewnie gdy nie czuję gruntu pod stopami. Na razie brodzę przy brzegu. Choć potrafię wejść na głębokość: do szyi.
Lód. No lód to wyzwanie. Bo nie wiem jak głęboko jest. Chodzę po "wodzie", a nie czuję się postacią z Biblii. W tym roku pierwszy raz wlazłam na nieznany teren zmarzliny. Bo swoje łąki zalewowe znam. Tam woda do kostki. I jest mini, mini. Za pewne wyglądało to śmiesznie, ale przelazłam. Lód trzeszczał. Ja bladłam. Ale przelazłam. Może nie powtórzę tego od razu... ale wiem, że dam radę przejść. 






sobota, 4 lutego 2017

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 10. Wierzba purpurowa (Salix purpurea)


Wierzba purpurowa jest drzewem wieloletnim. Bardzo szybko rośnie i trzeba co kilka lat ją podcinać, inaczej łamie się pod swoim ciężarem. Dlatego im starsze drzewo tym bardziej przypomina maczugę.
Liście i kwiaty
W świeżych liściach jest bardzo dużo witamin. W kwiatach czyli "kotkach" jest jeszcze więcej witamin niż w liściach. Herbata parzona z liści i kwiatów uzupełnia witaminy w organizmie. Zwłaszcza gdy jesteśmy w terenie i nasze menu opiera się na puszkach i suchym prowiancie. 
Kora
Zawiera duże ilości salicylu. Ma smak słodko - gorzki. Kora wierzbowa zawiera glikozydy fenolowe, flawonoidy, kwasy organiczne i sole mineralne.
Działa:
- przeciw reumatycznie
- przeciw artretyzmie 
- przeciwbólowo
- ściągająco
- ischiasie
- uporczywych biegunkach
- krwawieniach wewnętrznych
- podnieceniu nerwowym
- nerwobólach twarzy
- nieżytach dróg oddechowych
- białych upławach
- krwiopluciu
- środek pomocniczy przy gruźlicy, cukrzycy
- na odleżyny jako okłady

Aby nie dopuścić do zaparć, należy mieszać korę wierzbową z korą kruszyny. Korę stosujemy jako wywar/ odwar. Większość receptur każe nam stosować wywar/ odwar 2-3 razy dziennie pół szklanki. Czyli po prostu gotujemy korę lub pokrojone gałązki. Pozyskuje się ją wiosną, gdy ruszają soki przed pojawieniem się liści. Należy ją zbierać tylko z gałęzi ściętych, przy obcinaniu drzew oraz przy ich wyrębie. Do okorowywania wybiera się 2-3-letnie gałązki o gładkiej korze. Obcina się te boczne, a następnie zdejmuje korę odcinkami o długości około 20 cm przez nacinanie obrączek i ściąganie rurek kory.

Kasia MM

piątek, 27 stycznia 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 10. Zupa z pięciornika gęsiego i kaczka nadziewana dzikimi owocami.

W styczniu zachęcałam Was do plackowania. Mam nadzieje, że Wam smakowało. Wyjście do lasu, nawet na weekend, to genialny czas na odsapnięcie od zgiełku, smogu i hałasu. Las uspokaja. I bez względu na porę roku zachwyca ! W lutym polecam gorące zupy, pieczone kłącza i bulwy. 

ZUPA Z PIĘCIORNIKA GĘSIEGO
1,5 l wywaru z kości i warzyw: dzika marchew, pasternak, szklanka bulw pięciornika gęsiego, garść ryżu/ kaszy, 6 cebulek dzikiego szczypioru, sól, pieprz, kawałek wędzonej kiełbasy lub boczku.

Garść ryżu/ kaszy ugotujcie na pół miękko. Bulwy pięciornika umyjcie, zalejcie zimnym wywarem i zagotujcie. Cebulki dzikiego szczypioru podsmażcie razem z pokrojoną drobno kiełbasą/ boczkiem. Jak pięciornik zmięknie połączcie z kiełbasą/boczkiem i ryżem/ kaszą. Wymieszajcie, pogotujcie chwilę i doprawcie do smaku. 

Kłącza pałki wodnej śmiało pieczcie w żarze ogniska. Bulwy topinamburu też świetnie smakują pieczone. Ja często dodaję topinambur do zup i sosów. Wcinam też surowy, ale zimą, gdy chłód powoli zaczyna po dniu wędrówki dokuczać, marzy się gorący posiłek. I nie wystarczy herbata. Chce się treściwej zupy, kawałka pieczonego mięsa lub pieczonej bulwy topinamburu :) 

Jeżeli należycie do koła myśliwskiego, macie wszelkiego rodzaju pozwolenia na polowania i uda Wam się upolować kaczkę to zachęcam do spałaszowania jej w obozowisku. Jak się do tego zabrać ? Już podpowiadam. 

Po pierwsze spuszczamy krew z kaczki. Normalnie po wykrwawieniu drobiu, należałoby go jak najszybciej oskubać. Z gęsiami i kaczkami jest inaczej. To tłuste ptaki, więc pozostawiamy je w pozycji wiszącej tłuszcz stężał, wtedy nie wycieka podczas skubania. Aby ułatwić skubanie powinno się sparzyć ptaka, ale znowu ze względu na tłuszcz, a i pierze, kaczek i gęsi nie sparzymy. Jeśli chodzi  o drób wodny, to skubanie zaczynamy od szyi, potem skrzydła, grzbiet, uda, podbrzusze i piersi. Po oskubaniu opalilibyśmy delikwenta, ale w przypadku kaczki, ze względu na tłuszcz, nie opalamy. Po prostu musimy dokładnie kaczkę oskubać. Po oskubaniu od razu patroszymy. Kładziemy na grzbiecie, nacinamy nożem jamę brzuszną wzdłuż osi mostka do 1 - 1,5 cm powyżej odbytu, który też należy usunąć. Przez powstały otwór wsuwamy rękę i chwytamy żołądek. Wyciągamy go wraz z innymi narządami. Należy uważać na pęcherz i żółć ( by się nie rozlały bo popsują nam mięso). Kto lubi podroby to oddziela od wnętrzności: żołądek, serce i wątróbkę. Wątróbkę oczyszczamy z żółci a żołądek kaczki przecinamy się przez mięśnie z najcieńszej strony łączącej wpust żołądka z odźwiernikiem. I teraz możemy, powoli i mozolnie ściągnąć zrogowaciałą błonę. Tuszkę kaczki płuczemy dokładnie i przygotowujemy danie. 
KACZKA nadziewana dzikimi owocami PIECZONA w glinie 
1 kaczka, kubek ( 250ml) owoców róży/ żurawiny/ jarzębiny, korzeń chrzanu, sól, pieprz do smaku. 
Kaczkę oczyszczoną nadziewamy owcami i pokrojonym drobno chrzanem. Owoce myjemy, trochę podgniatamy z solą i pieprzem. Zaszywamy otwór: można zszyć nicią na zakładkę lub spiąć wykałaczkami czyli patykami z ostrymi końcami. Kaczkę obtaczamy suchą trawą - znajdziecie ją przy rowach, na polanach - lub suchymi liśćmi pałki wodnej. Potem obtaczamy w glinie. W lutym glina jest zmarznięta. Dlatego szukajmy miejsca gdzie w glinie jest woda. Ona jest zmarznięta, ale pod lodem będzie miękka glina. I tą właśnie gliną obtoczcie kaczkę. Nie żałujcie materiału :) Tak przygotowaną kaczkę wkładamy do żaru na 2-3 h. Glina może wam pęknąć. wtedy uważajcie i sprawdzajcie czy nie zaczyna Wam się palić w środku trawa i kaczka.

Katarzyna Miłochna Mikulska

poniedziałek, 16 stycznia 2017

TEGO UCZYMY NA WARSZTATACH: Zakładamy ogród.

W Miejskiej Kniei to firma, która powstała z pasji. Na warsztatach z zakresu uprawy i zbioru roślin (warzywa, zioła, owoce) bardzo często poruszamy zagadnienia zakładania/ reorganizacji ogródków. Warsztaty te prowadzi moja mama Irena Mikulska. Z wykształcenia ogrodnik, technolog żywności.
Ogród z założenia, ma być dla nas radością, a nie obowiązkiem. Podjęcie decyzji o założeniu ogrodu musi być przemyślana i dopasowana do naszych oczekiwań, potrzeb oraz finansów. Polecam spisanie wszystkiego, co jest dla nas ważne. 
Oto kilka podpowiedzi:
1. Określ funkcję ogrodu np. nie wymagający dużej pracy, wielofunkcyjny, plac zabaw, warzywnik, relaksujący, ma być ozdobą.
2. Narysuj plan terenu, oznacz wielkość oraz sąsiadów/ zabudowy - garaż, dom, pomieszczenia gospodarcze.
3. Podziel na strefy (warzywnik, wypoczynek, oczko wodne, huśtawka).
4. Określ charakter ogrodu np. naturalny, ekologiczny, samoobsługowy.
5. Nanieś nasadzenia roślin np. żywopłoty, drzewa, krzewy, rośliny wieloletnie i byliny, trawniki.
6. Rozrysuj stałe elementy architektury: ścieżki, mury, miejsce na grill, ognisko.
Najtrudniejszy jest początek, ponieważ wymaga dużo pracy i czasu. Z czasem ogród będzie ewoluował i się zmieniał. Zaczynamy od rozpoznania terenu przeznaczonego pod ogród.

STARY OGRÓD
Z kartką w ręku spisujemy to co chcemy zachować. Resztę usuwamy. Oczyszczoną glebę najlepiej
dać do zbadania w sanepidzie. Określą nam pH gleby, stopień czystości, rodzaj ( lekka, piaszczysta, ciężka, gliniana itd.) oraz zasobność w składniki pokarmowe. Pomoże nam to, prawidłowo przygotować ja pod planowane nasadzenia.
Czasami, ze względu na jakość gleby, warto rozpatrzyć uprawę na grządkach wyniesionych lub w skrzyniach. 
Więcej pracy wymaga teren po budowie. Jak należy to rozumieć ? Po zakończonej budowie i wykończeniu budynku porządkujemy teren wokół. Zdarza się tak, że coś było wyburzane, poszerzane. Usuwamy wszelkie pozostałe resztki materiałów budowlanych. Usuwamy darń, fundamenty, skuwamy stare wylewki itd. Jeżeli jesteśmy kreatywni i mamy pod ręką "złotą rączkę", wiele z tych rzeczy ( kamienie, deski z rozbiórki, stare sprzęty) możemy wykorzystać np. gruzem wykładamy ścieżki, z kamieni budujemy miejsce ogniskowe/ grill/ wędzarkę, ze starych desek budujemy wyniesione grządki, altanki czy po prostu ławki.

WARZYWNIAK
Po porządkach, wybieramy miejsce pod warzywa i ogród ziołowy. Najlepiej wybrać tą część działki,  która jest dobrze nasłonecznione. Miejsce dobrze nasłonecznione to kierunki: południowe, południowo - zachodnie lub południowo - wschodnie. Takie miejsce dzielimy na poszczególne grządki. Pamiętajmy, by do grządek wyniesionych był dostęp z każdej strony ( jeżeli grządki mają powyżej 1mx1m). Starajmy się tak dobierać rośliny by wzajemnie się nie wykluczały ( szkodliwe sąsiedztwo) i tak, aby na danej grządce cały czas coś rosło i kwitło. Dlatego warto sadzić na przemian rośliny o długim okresie wegetacji z roślinami o krótkim okresie wegetacji.
Pomiędzy warzywami, grządkami możemy posadzić kwiaty, zioła. Pamiętajmy, że warzywniak oprócz walorów użytkowych pełni funkcję dekoracyjną i relaksacyjną. 

Irena Mikulska
Katarzyna Mikulska

wtorek, 10 stycznia 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Perz właściwy (Elymus repens)

W czasach głodu perz właściwy mielono i stosowano jako dodatek do mąki. To czyniło chleb pulchnym i słodkim. Z dodatkiem kaszy i mleka sporządzano z perzu pożywną zupę. Z perzu warzono także piwo, podobnie jak ze słodu, dodając chmiel i fermentując na drożdżach. Przede wszystkim jednak kłącze perzu stosowano w lecznictwie. Zalecany był już w starożytności przez Dioskurydesa oraz Pliniusza Starszego, którzy rekomendowali używanie korzeni tego zioła w celu zwiększenia wydzielania moczu oraz w przypadkach kamieni nerkowych.

Obszerne dzieło Macieja z Miechowa - Conservatio sanitatis z 1522 r. - polecało destylat wodny z kłącza perzu w schorzeniach nerek. Perz był też polecany jako doskonały środek na pasożyty. Stosowany był chętnie w przypadku dzieci.

wtorek, 3 stycznia 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 9. Styczniowe placki.

Styczeń w lesie dla większości z Was to walka z zimnem. W sumie nikt nie zastanawia się co może ugotować w tym czasie, w lesie, mając przy sobie jedynie mąkę, olej i przyprawy (cukier, sól, pieprz). 
Namawiam Was do przyrządzania (nie zdrowych, bo smażonych) placków/ racuchów. Jeżeli weźmiecie ze sobą drożdże suszone to stworzycie baaardzo smaczne posiłki. 

SOSNOWE PLACKI

Garść igieł, 1/3 menażki (szklanka) mąki, ½ łyżeczki drożdży, 1 łyżeczka cukru, 1/3 menażki (szklanka) wody, sól.

Igły zaparzamy w 1/3 menażki wody. Niech dobrze naciągnie. Mąkę mieszamy z drożdżami, cukrem i szczyptą soli. Jak igły nam naciągną możemy je zgnieść na papkę w tej wodzie lub igły odrzucić. Do mieszaniny po trochu dodajemy wodę, tak by powstało gęste ciasto naleśnikowe. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce – czyli przy ognisku. Jeżeli nam zostanie wody to nic. Można ją dodać później do ciasta, jeżeli po odstaniu będzie za gęste lub po prostu wypić. Smażymy na oleju, na rumiano. Placki będą miały słodko kwaśny smak. 

RÓŻANE PLACKI

Garść owoców róży, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, ½ łyżeczki drożdży ( nie konieczny składnik), 1 łyżeczka cukru/ miodu, 1/3 menażki ( szklanki) wody/ mleka, sól.

Owoce róży zgniatamy i usuwamy pestki ( ja osobiście pestek nie usuwam). Dodajemy cukier/miód, szczyptę soli, drożdże jeżeli mamy. Ucieramy aż cukier nam się w miąższu róży rozpuści. Jeżeli róża miała mało soku to należy dodać troszkę wody. Jak powstanie nam jednolita masa dodajemy mąkę i resztę wody tak by powstało gęste naleśnikowe ciasto. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce. Ciasto z drożdżami powinno nam zacząć „pracować”. Wtedy należy je przemieszać i zacząć smażyć na oleju. Placki będą miały słodko kwaśny smak. Będzie czuć wyraźnie różę.

PLACKI Z GWIAZDNICY POSPOLITEJ

Garść gwiazdnicy pospolitej, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, 1/3 menażki (szklanka) wody, sól, pieprz (ulubione przyprawy).

Z mąki, wody robimy gęste ciasto naleśnikowe. Gwiazdnicę szatkujemy na drobno i dodajemy do ciasta. Doprawiamy do smaku i smażymy na rumiano.

PLACKI Z USZAKIEM BZOWYM

4 średniej wielkości uszaki bzowe, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, 1/3 menażki (szklanka) wody. Sól, pieprz (ulubione przyprawy). Ja dodaję jeszcze boczek lub kiełbaskę.

Z mąki, wody robimy gęste ciasto naleśnikowe. Jeżeli do placków chcemy dodać boczek lub kiełbaskę to należy ją najpierw podsmażyć. I tak przygotowaną wędlinę dodajemy do ciasta. Grzyby kroimy w paski. Dodajemy do ciasta. Doprawiamy do smaku. Smażymy na rumiano.

Ogólnie owe placki można robić ze wszystkiego co znajdziecie jadalnego w lesie i Wam smakuje J

poniedziałek, 2 stycznia 2017

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 9. Perz właściwy (Elymus repens)

Kłącza perzu (Rhizoma agropyri) zbiera się jesienią, najlepiej po bronowaniu zaoranych pól. Porasta on nie tylko pola uprawne, ale także zarośla, polany i nieużytki. Zebrane kłącza oddziela się od zielonych części rośliny, myje, a następnie suszy w temperaturze około 40C. Do celów leczniczych wybiera się tylko te jasne, grube i mięsiste.
Skład chemiczny: trytycyna, fruktoza, śluzy, mannitol i inozytol (alkohole cukrowe), kwasy organiczne, niewielkie ilości olejku eterycznego, związek poliacetylenowy oraz niewielkie ilości terpenów, sole mineralne, zasobne w rozpuszczalną krzemionkę.
DZIAŁA:
- bakteriobójczo,
- przeciwgrzybiczo,
- moczopędnie,
- żółciopędnie,
- odtruwająco,
- przeciwgorączkowo,
- wykrztuśnie

ODWAR sporządza się z 2 łyżek kłączy zalanych 2 szklankami wrzątku, a następnie gotowanych powoli pod przykryciem około 15 minut. Pije się go po 1/2 lub 2/3 szklanki kilka razy dziennie, godzinę po posiłku. Odwar można stosować nawet w ilości do litra dziennie bez żadnych skutków ubocznych dla organizmu. Taka kuracja powinna trwać około 3–4 tygodni.
Odwar (lub sok) ze świeżych kłączy stosuje się w leczeniu schorzeń powstałych w wyniku niewłaściwej przemiany materii (zaparcia, otyłość, trądzik), a także w dolegliwościach wątroby i nerek (obrzęki i kamica nerkowa). Zaleca się je również w nadciśnieniu tętniczym krwi, miażdżycy oraz w początkowych stadiach cukrzycy.