poniedziałek, 6 lutego 2017

KOBITKA NA SZLAKU I JEJ FOBIE.

W lesie się wychowałam i mieszkam. Mam polany, łąki, lasu mniejsze i większe. Mam też trochę błota... szumnie nazywamy je bagnami. Po prostu tam miękko hahhaa. W ten weekend z Arturem poszliśmy na obiad do lasu. W planach mała sesja koszy-plecaków, które wyplótł i kangurek (anoraków) uszytych przeze mnie. 

Ja lubię ląd. Wiecie, taki stabilny, może być błotny. A tutaj przyszło mi łazić po rozlewiskach. Dla mnie to wyzwanie. Panicznie boję się wody. Do zamarzniętej wody też nie mam przekonania. Artur pewnie i bez problemu ruszył przed siebie a ja... no właśnie. Podziwiam Go za cierpliwość do mnie :) Kroczek, po kroczku. Oddech za oddechem. Atakiem paniki za atakiem paniki lazłam przed siebie. I powiem Wam że dotarłam do brzegu. Nie wiem jak tego dokonałam ale doczłapałam się. 


Walka ze swoimi słabościami, panikami to dobra rzecz. Spojrzałam za siebie i poczułam się lekka, że pokonałam taki kawałek drogi. Oczywiście z pomocą Artura, który doprowadzał mnie śmiechem do łez. 

Ale może coś więcej o mojej fobii. Otóż dawno, dawno temu mój wujek chciał nauczyć mnie pływać. Na stawach. Wrzucił do wody i krzyknął: pływaj ! No tyle, że ja nie wypłynęłam. Wyciągnęli mnie z wody, wymiotowałam wodę, muł i inne fuj. Złapałam oddech i w przypływie adrenaliny, mokra wsiadłam na swój rowerek i wróciłam do domu. I tyle. Może mało. Może wiele. Ale od tamtego momentu nie za bardzo lubię wodę. Wielkie przestrzenie wodne mnie przerażają. Morze polskie nie zachwyca, jeziora są fajne jak widzisz tylko szuwary i kaczki. rzeki jeszcze są ok, bo widzę drugi brzeg. 

Jak zaczęłam walczyć z fobią ? Małymi krokami. Moczenie nóg na brzegu jeziorka. Fajne w upał :) Ale pod warunkiem że za mocno nie przyjrzę się głębokości. Potem właziłam na głębokość: do kolan, do uda, do pasa. Tez fajne. Do póki ktoś nie zrobi głupiego numeru i nie chce mnie popchnąć. 

Dwa lata temu postanowiłam wziąć się za to porządnie. Artur - ratownik - patrzył jak blada włażę do wody i się zanurzam. Okazało się, że to nie takie straszne. Ale nie odważę się zrobić tego sama. Potem postanowiłam nauczyć się pływać. A co ! Więc unoszę się na wodzie i posuwam do przodu ruchem prostolinijnym... hihih metr lub dwa. no ale zawsze do przodu. Nie czuje się pewnie gdy nie czuję gruntu pod stopami. Na razie brodzę przy brzegu. Choć potrafię wejść na głębokość: do szyi.
Lód. No lód to wyzwanie. Bo nie wiem jak głęboko jest. Chodzę po "wodzie", a nie czuję się postacią z Biblii. W tym roku pierwszy raz wlazłam na nieznany teren zmarzliny. Bo swoje łąki zalewowe znam. Tam woda do kostki. I jest mini, mini. Za pewne wyglądało to śmiesznie, ale przelazłam. Lód trzeszczał. Ja bladłam. Ale przelazłam. Może nie powtórzę tego od razu... ale wiem, że dam radę przejść. 






sobota, 4 lutego 2017

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 10. Wierzba purpurowa (Salix purpurea)


Wierzba purpurowa jest drzewem wieloletnim. Bardzo szybko rośnie i trzeba co kilka lat ją podcinać, inaczej łamie się pod swoim ciężarem. Dlatego im starsze drzewo tym bardziej przypomina maczugę.
Liście i kwiaty
W świeżych liściach jest bardzo dużo witamin. W kwiatach czyli "kotkach" jest jeszcze więcej witamin niż w liściach. Herbata parzona z liści i kwiatów uzupełnia witaminy w organizmie. Zwłaszcza gdy jesteśmy w terenie i nasze menu opiera się na puszkach i suchym prowiancie. 
Kora
Zawiera duże ilości salicylu. Ma smak słodko - gorzki. Kora wierzbowa zawiera glikozydy fenolowe, flawonoidy, kwasy organiczne i sole mineralne.
Działa:
- przeciw reumatycznie
- przeciw artretyzmie 
- przeciwbólowo
- ściągająco
- ischiasie
- uporczywych biegunkach
- krwawieniach wewnętrznych
- podnieceniu nerwowym
- nerwobólach twarzy
- nieżytach dróg oddechowych
- białych upławach
- krwiopluciu
- środek pomocniczy przy gruźlicy, cukrzycy
- na odleżyny jako okłady

Aby nie dopuścić do zaparć, należy mieszać korę wierzbową z korą kruszyny. Korę stosujemy jako wywar/ odwar. Większość receptur każe nam stosować wywar/ odwar 2-3 razy dziennie pół szklanki. Czyli po prostu gotujemy korę lub pokrojone gałązki. Pozyskuje się ją wiosną, gdy ruszają soki przed pojawieniem się liści. Należy ją zbierać tylko z gałęzi ściętych, przy obcinaniu drzew oraz przy ich wyrębie. Do okorowywania wybiera się 2-3-letnie gałązki o gładkiej korze. Obcina się te boczne, a następnie zdejmuje korę odcinkami o długości około 20 cm przez nacinanie obrączek i ściąganie rurek kory.

Kasia MM

piątek, 27 stycznia 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 10. Zupa z pięciornika gęsiego i kaczka nadziewana dzikimi owocami.

W styczniu zachęcałam Was do plackowania. Mam nadzieje, że Wam smakowało. Wyjście do lasu, nawet na weekend, to genialny czas na odsapnięcie od zgiełku, smogu i hałasu. Las uspokaja. I bez względu na porę roku zachwyca ! W lutym polecam gorące zupy, pieczone kłącza i bulwy. 

ZUPA Z PIĘCIORNIKA GĘSIEGO
1,5 l wywaru z kości i warzyw: dzika marchew, pasternak, szklanka bulw pięciornika gęsiego, garść ryżu/ kaszy, 6 cebulek dzikiego szczypioru, sól, pieprz, kawałek wędzonej kiełbasy lub boczku.

Garść ryżu/ kaszy ugotujcie na pół miękko. Bulwy pięciornika umyjcie, zalejcie zimnym wywarem i zagotujcie. Cebulki dzikiego szczypioru podsmażcie razem z pokrojoną drobno kiełbasą/ boczkiem. Jak pięciornik zmięknie połączcie z kiełbasą/boczkiem i ryżem/ kaszą. Wymieszajcie, pogotujcie chwilę i doprawcie do smaku. 

Kłącza pałki wodnej śmiało pieczcie w żarze ogniska. Bulwy topinamburu też świetnie smakują pieczone. Ja często dodaję topinambur do zup i sosów. Wcinam też surowy, ale zimą, gdy chłód powoli zaczyna po dniu wędrówki dokuczać, marzy się gorący posiłek. I nie wystarczy herbata. Chce się treściwej zupy, kawałka pieczonego mięsa lub pieczonej bulwy topinamburu :) 

Jeżeli należycie do koła myśliwskiego, macie wszelkiego rodzaju pozwolenia na polowania i uda Wam się upolować kaczkę to zachęcam do spałaszowania jej w obozowisku. Jak się do tego zabrać ? Już podpowiadam. 

Po pierwsze spuszczamy krew z kaczki. Normalnie po wykrwawieniu drobiu, należałoby go jak najszybciej oskubać. Z gęsiami i kaczkami jest inaczej. To tłuste ptaki, więc pozostawiamy je w pozycji wiszącej tłuszcz stężał, wtedy nie wycieka podczas skubania. Aby ułatwić skubanie powinno się sparzyć ptaka, ale znowu ze względu na tłuszcz, a i pierze, kaczek i gęsi nie sparzymy. Jeśli chodzi  o drób wodny, to skubanie zaczynamy od szyi, potem skrzydła, grzbiet, uda, podbrzusze i piersi. Po oskubaniu opalilibyśmy delikwenta, ale w przypadku kaczki, ze względu na tłuszcz, nie opalamy. Po prostu musimy dokładnie kaczkę oskubać. Po oskubaniu od razu patroszymy. Kładziemy na grzbiecie, nacinamy nożem jamę brzuszną wzdłuż osi mostka do 1 - 1,5 cm powyżej odbytu, który też należy usunąć. Przez powstały otwór wsuwamy rękę i chwytamy żołądek. Wyciągamy go wraz z innymi narządami. Należy uważać na pęcherz i żółć ( by się nie rozlały bo popsują nam mięso). Kto lubi podroby to oddziela od wnętrzności: żołądek, serce i wątróbkę. Wątróbkę oczyszczamy z żółci a żołądek kaczki przecinamy się przez mięśnie z najcieńszej strony łączącej wpust żołądka z odźwiernikiem. I teraz możemy, powoli i mozolnie ściągnąć zrogowaciałą błonę. Tuszkę kaczki płuczemy dokładnie i przygotowujemy danie. 
KACZKA nadziewana dzikimi owocami PIECZONA w glinie 
1 kaczka, kubek ( 250ml) owoców róży/ żurawiny/ jarzębiny, korzeń chrzanu, sól, pieprz do smaku. 
Kaczkę oczyszczoną nadziewamy owcami i pokrojonym drobno chrzanem. Owoce myjemy, trochę podgniatamy z solą i pieprzem. Zaszywamy otwór: można zszyć nicią na zakładkę lub spiąć wykałaczkami czyli patykami z ostrymi końcami. Kaczkę obtaczamy suchą trawą - znajdziecie ją przy rowach, na polanach - lub suchymi liśćmi pałki wodnej. Potem obtaczamy w glinie. W lutym glina jest zmarznięta. Dlatego szukajmy miejsca gdzie w glinie jest woda. Ona jest zmarznięta, ale pod lodem będzie miękka glina. I tą właśnie gliną obtoczcie kaczkę. Nie żałujcie materiału :) Tak przygotowaną kaczkę wkładamy do żaru na 2-3 h. Glina może wam pęknąć. wtedy uważajcie i sprawdzajcie czy nie zaczyna Wam się palić w środku trawa i kaczka.

Katarzyna Miłochna Mikulska

poniedziałek, 16 stycznia 2017

TEGO UCZYMY NA WARSZTATACH: Zakładamy ogród.

W Miejskiej Kniei to firma, która powstała z pasji. Na warsztatach z zakresu uprawy i zbioru roślin (warzywa, zioła, owoce) bardzo często poruszamy zagadnienia zakładania/ reorganizacji ogródków. Warsztaty te prowadzi moja mama Irena Mikulska. Z wykształcenia ogrodnik, technolog żywności.
Ogród z założenia, ma być dla nas radością, a nie obowiązkiem. Podjęcie decyzji o założeniu ogrodu musi być przemyślana i dopasowana do naszych oczekiwań, potrzeb oraz finansów. Polecam spisanie wszystkiego, co jest dla nas ważne. 
Oto kilka podpowiedzi:
1. Określ funkcję ogrodu np. nie wymagający dużej pracy, wielofunkcyjny, plac zabaw, warzywnik, relaksujący, ma być ozdobą.
2. Narysuj plan terenu, oznacz wielkość oraz sąsiadów/ zabudowy - garaż, dom, pomieszczenia gospodarcze.
3. Podziel na strefy (warzywnik, wypoczynek, oczko wodne, huśtawka).
4. Określ charakter ogrodu np. naturalny, ekologiczny, samoobsługowy.
5. Nanieś nasadzenia roślin np. żywopłoty, drzewa, krzewy, rośliny wieloletnie i byliny, trawniki.
6. Rozrysuj stałe elementy architektury: ścieżki, mury, miejsce na grill, ognisko.
Najtrudniejszy jest początek, ponieważ wymaga dużo pracy i czasu. Z czasem ogród będzie ewoluował i się zmieniał. Zaczynamy od rozpoznania terenu przeznaczonego pod ogród.

STARY OGRÓD
Z kartką w ręku spisujemy to co chcemy zachować. Resztę usuwamy. Oczyszczoną glebę najlepiej
dać do zbadania w sanepidzie. Określą nam pH gleby, stopień czystości, rodzaj ( lekka, piaszczysta, ciężka, gliniana itd.) oraz zasobność w składniki pokarmowe. Pomoże nam to, prawidłowo przygotować ja pod planowane nasadzenia.
Czasami, ze względu na jakość gleby, warto rozpatrzyć uprawę na grządkach wyniesionych lub w skrzyniach. 
Więcej pracy wymaga teren po budowie. Jak należy to rozumieć ? Po zakończonej budowie i wykończeniu budynku porządkujemy teren wokół. Zdarza się tak, że coś było wyburzane, poszerzane. Usuwamy wszelkie pozostałe resztki materiałów budowlanych. Usuwamy darń, fundamenty, skuwamy stare wylewki itd. Jeżeli jesteśmy kreatywni i mamy pod ręką "złotą rączkę", wiele z tych rzeczy ( kamienie, deski z rozbiórki, stare sprzęty) możemy wykorzystać np. gruzem wykładamy ścieżki, z kamieni budujemy miejsce ogniskowe/ grill/ wędzarkę, ze starych desek budujemy wyniesione grządki, altanki czy po prostu ławki.

WARZYWNIAK
Po porządkach, wybieramy miejsce pod warzywa i ogród ziołowy. Najlepiej wybrać tą część działki,  która jest dobrze nasłonecznione. Miejsce dobrze nasłonecznione to kierunki: południowe, południowo - zachodnie lub południowo - wschodnie. Takie miejsce dzielimy na poszczególne grządki. Pamiętajmy, by do grządek wyniesionych był dostęp z każdej strony ( jeżeli grządki mają powyżej 1mx1m). Starajmy się tak dobierać rośliny by wzajemnie się nie wykluczały ( szkodliwe sąsiedztwo) i tak, aby na danej grządce cały czas coś rosło i kwitło. Dlatego warto sadzić na przemian rośliny o długim okresie wegetacji z roślinami o krótkim okresie wegetacji.
Pomiędzy warzywami, grządkami możemy posadzić kwiaty, zioła. Pamiętajmy, że warzywniak oprócz walorów użytkowych pełni funkcję dekoracyjną i relaksacyjną. 

Irena Mikulska
Katarzyna Mikulska

wtorek, 10 stycznia 2017

CIEKAWOSTKA ROŚLINNA. Perz właściwy (Elymus repens)

W czasach głodu perz właściwy mielono i stosowano jako dodatek do mąki. To czyniło chleb pulchnym i słodkim. Z dodatkiem kaszy i mleka sporządzano z perzu pożywną zupę. Z perzu warzono także piwo, podobnie jak ze słodu, dodając chmiel i fermentując na drożdżach. Przede wszystkim jednak kłącze perzu stosowano w lecznictwie. Zalecany był już w starożytności przez Dioskurydesa oraz Pliniusza Starszego, którzy rekomendowali używanie korzeni tego zioła w celu zwiększenia wydzielania moczu oraz w przypadkach kamieni nerkowych.

Obszerne dzieło Macieja z Miechowa - Conservatio sanitatis z 1522 r. - polecało destylat wodny z kłącza perzu w schorzeniach nerek. Perz był też polecany jako doskonały środek na pasożyty. Stosowany był chętnie w przypadku dzieci.

wtorek, 3 stycznia 2017

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 9. Styczniowe placki.

Styczeń w lesie dla większości z Was to walka z zimnem. W sumie nikt nie zastanawia się co może ugotować w tym czasie, w lesie, mając przy sobie jedynie mąkę, olej i przyprawy (cukier, sól, pieprz). 
Namawiam Was do przyrządzania (nie zdrowych, bo smażonych) placków/ racuchów. Jeżeli weźmiecie ze sobą drożdże suszone to stworzycie baaardzo smaczne posiłki. 

SOSNOWE PLACKI

Garść igieł, 1/3 menażki (szklanka) mąki, ½ łyżeczki drożdży, 1 łyżeczka cukru, 1/3 menażki (szklanka) wody, sól.

Igły zaparzamy w 1/3 menażki wody. Niech dobrze naciągnie. Mąkę mieszamy z drożdżami, cukrem i szczyptą soli. Jak igły nam naciągną możemy je zgnieść na papkę w tej wodzie lub igły odrzucić. Do mieszaniny po trochu dodajemy wodę, tak by powstało gęste ciasto naleśnikowe. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce – czyli przy ognisku. Jeżeli nam zostanie wody to nic. Można ją dodać później do ciasta, jeżeli po odstaniu będzie za gęste lub po prostu wypić. Smażymy na oleju, na rumiano. Placki będą miały słodko kwaśny smak. 

RÓŻANE PLACKI

Garść owoców róży, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, ½ łyżeczki drożdży ( nie konieczny składnik), 1 łyżeczka cukru/ miodu, 1/3 menażki ( szklanki) wody/ mleka, sól.

Owoce róży zgniatamy i usuwamy pestki ( ja osobiście pestek nie usuwam). Dodajemy cukier/miód, szczyptę soli, drożdże jeżeli mamy. Ucieramy aż cukier nam się w miąższu róży rozpuści. Jeżeli róża miała mało soku to należy dodać troszkę wody. Jak powstanie nam jednolita masa dodajemy mąkę i resztę wody tak by powstało gęste naleśnikowe ciasto. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce. Ciasto z drożdżami powinno nam zacząć „pracować”. Wtedy należy je przemieszać i zacząć smażyć na oleju. Placki będą miały słodko kwaśny smak. Będzie czuć wyraźnie różę.

PLACKI Z GWIAZDNICY POSPOLITEJ

Garść gwiazdnicy pospolitej, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, 1/3 menażki (szklanka) wody, sól, pieprz (ulubione przyprawy).

Z mąki, wody robimy gęste ciasto naleśnikowe. Gwiazdnicę szatkujemy na drobno i dodajemy do ciasta. Doprawiamy do smaku i smażymy na rumiano.

PLACKI Z USZAKIEM BZOWYM

4 średniej wielkości uszaki bzowe, 1/3 menażki ( szklanka) mąki, 1/3 menażki (szklanka) wody. Sól, pieprz (ulubione przyprawy). Ja dodaję jeszcze boczek lub kiełbaskę.

Z mąki, wody robimy gęste ciasto naleśnikowe. Jeżeli do placków chcemy dodać boczek lub kiełbaskę to należy ją najpierw podsmażyć. I tak przygotowaną wędlinę dodajemy do ciasta. Grzyby kroimy w paski. Dodajemy do ciasta. Doprawiamy do smaku. Smażymy na rumiano.

Ogólnie owe placki można robić ze wszystkiego co znajdziecie jadalnego w lesie i Wam smakuje J