niedziela, 20 listopada 2016

Cały rok obfitości w lesie. Odsłona 8. Rozgrzewające zupy.

Większość z Was do lasu chadza w weekendy. Ja mieszkam w lesie i w sumie codziennie w nim jestem. Mam ten luksus, że kiedy chcę wtedy palę ognisko i na nim gotuję. Mam też wędzarkę i piec chlebowy. Dzikie produkty roślinne rosną tuż obok. Tylko po nie sięgnąć. Teraz mamy późną jesień. Dla wielu to czas infekcji, przemoczonych butów i wychłodzonych dłoni. Dlatego wspaniale jest zjeść coś pysznego, rozgrzewającego i leczniczego za jednym razem :) Jeszcze wspanialej spałaszować coś takiego na wypadzie do lasu. Na pierwszy rzut proponuję BEZMIĘSNĄ GROCHÓWKĘ.
Szklanka grochu, 1 duży korzeń łopianu, niewielka cebula, korzeń dzikiej marchwi, korzeń pasternaku, 4-5 szklanek wody, sól, łyżeczka drobniutko usiekanych listków łopianu; 4 kromki razowego chleba.
Umyty groch namoczyć na noc. Następnego dnia odcedzić, włożyć do garnka, zalać wodą z jarzyn, gotować ok. 30 minut. Dodać posiekany korzeń łopianu i drobno pokrojoną cebulę, doprowadzić do wrzenia i gotować na niewielkim ogniu ok. godziny, posolić. Chleb opiec nad ogniem, pokroić i dodać do zupy wraz z posiekanymi liśćmi łopianu.


Drugą moją ulubioną zupą w terenie jest ZUPA Z PIĘCIORNIKA GĘSIEGO.
1,5 l wywaru z kości i dzikich warzyw (dzika marchew, pasternak, 2 liście z ogonkami podagrycznika), szklanka bulw pięciornika gęsiego, 1 cebula, garść liści pokrzywy, sól, pieprz, kawałek wędzonej kiełbasy lub boczku.
Bulwy pięciornika umyć, ziemniaki obrać, zalać zimnym wywarem, zagotować. Podsmażyć kiełbasę/ boczek na kamieniu. Jak pięciornik zmięknie połączyć z kiełbasą/boczkiem. Wymieszać, pogotować chwilę i doprawić do smaku. 

niedziela, 16 października 2016

KOBIETA W LESIE

W ramach Szkoły Rzemiosła Survivalowego organizujemy wiele warsztatów. Niektóre skierowane są tylko do płci pięknej. Dlaczego ? Odpowiedź na to pytanie jest rozbudowana i wynika z mojego doświadczenia. 
Jak wiecie Szkołę Rzemiosła tworzą dwie osoby: Ja i Artur alias Mr. Wilson. Mamy duże doświadczenie w tym co robimy. Dzielimy się swoją wiedzą z innymi na warsztatach i kursach.
Właśnie, doświadczenie. Ja miałam cudowne dzieciństwo. Wychowana w lesie, na wsi nie odczułam dyskryminacji. Do roboty byliśmy równi. Na pastwiskach gotowaliśmy na rozgrzanych kamieniach, budowało się szałasy by chronić się przed deszczem, a po każdej nowej książce Szklarskiego byliśmy żądni przygody ! Tropiliśmy zwierzęta, nocowaliśmy w lesie. W międzyczasie asystowałam Cioci Honorce i sąsiadce Pani Kamińskiej w różnych zielarskich pracach. 
Mam świadomość, że w mieście takich sposobności nie było. Tam był trzepak, park, podwórka- studnie i parki. Oczywiście różne są miasta i różne miejscówki do zabawy. 
Ale do czego zmierzam. Chodzi o to, że wielu bushcraftowców, survivalowców to mężczyźni i nie do końca wierzą, że kobieta sobie w tym lesie z nimi poradzi. Myślą, że trzeba będzie się nimi opiekować i że uciekną na widok pierwszego lepszego pająka. Oczywiście nie chcę generalizować. Ale sama byłam w takiej sytuacji, że Ówczesny Partner uważał, że do lasu się nie nadaję. Że będę ciężarem i że to będzie weekend raczej opiekuńczy niż relaksujący. Nie dziwię się, że tak myślał. W tamtym czasie mieszkałam w Łodzi i uczyłam zielarstwa dzieci i dorosłych. W sumie nie miałam
gdzie pokazać swoich doświadczeń i pasji.
Szkoda, że nie mam zdjęcia Jego miny gdy rozpaliłam krzesiwem ogień i ugotowałam gulasz z tego co zebrałam po drodze. Cudowna satysfakcja :) zresztą weekend był fantastyczny ! 
Tak było jakieś 10 lat temu, ale po rozmowach z uczestniczkami warsztatów, widzę, że wiele z nas ma podobnie. Czekają na propozycję wspólnego weekendu w lesie, ale owa propozycja nie nadchodzi. 
Zawsze im radzę: to Ty zaproś ! 
Wtedy słyszę, że nie wiedza jak lub, że się boją. Tak więc panowie do dzieła ! 
Na warsztaty typowo kobiece przyjeżdżają kobitki, które nie mają doświadczenia i chcą go zdobyć by móc swoim mężczyznom towarzyszyć podczas weekendowych wypadów. Wstydzą się " pierwszego razu" z nimi. Chcą najpierw spróbować w gronie kobiet, w gronie osób nie znanych. 
Trafiają również kobiety, które mają doświadczenie, chcą pod szlifować swoje umiejętności lub zdobyć nowe. One nie są zabierane przez swych mężczyzn do lasu a chcą spędzić wolny czas na łonie natury. 
Cieszę się, że Szkoła daje takie możliwości. Dlatego piszcie, pytajcie i śmiało przyjeżdżajcie na wspólne wypady do lasu :) 

Żadanice - niech się stanie !

W Miejskiej Kniei czyli w Makowskich Lasach od czasu do czasu odbywają się warsztaty z tworzenia Żadanic. Żadanice to laleczki amulety, które niektórzy nazywają Motankami.  Motanki  tworzy się  z resztek materiałów. U nas nie są to ot takie tam materiały. Kultywujemy tradycję, dlatego motamy laleczki ze starej odzieży, pełnej energii danej rodziny/ osoby/ domu.  Żadanice tworzy się w intencji. Dlatego proces powstawania Żadanicy nie jest szybki i łatwy.
Takie warsztaty trwają około 4h. Dzisiaj warsztat trwał 5h. Jako prowadząca nie odczułam, żeby czas się dłużył. Minął płynnie, ciepło i magicznie. Każda z uczestniczek miała przemyślaną intencję. Niektóre nawet zapisały ją na kartce i zerkały by wyklarować myśli.


Każda z Motanek powstała w danej intencji. Każda z nich jest piękna. Nie łatwo było pozostać przy ostatecznej wersji. Tkaniny i ozdoby zapewniliśmy, ale tak jak prosiłam, każda z uczestniczek przyniosła stare ubranie i jakiś element z niego zamieściła w lub na laleczce. 
Dziękuję wszystkim obecnym za dzisiejsze popołudnie. To zaszczyt dla mnie, że powierzyłyście mi swoje nadzieje, obawy a ja pomogłam Wam je urzeczywistnić w postaci Żadanicy. Niech się spełni ! 

Bardzo dobre źródło informacji Motankach i innych słowiańskich laleczkach znajdziecie tutaj: http://przypiecek.blogspot.com/2013/11/lalki-motanki.html

sobota, 15 października 2016

LEŚNA APTECZKA. Odsłona 8. Jarząb pospolity.

Jarząb pospolity (Sorbus aucuparia L.)

Przetwory z kwiatów i owoców działają łagodnie ściągająco, odtruwająco na wątrobę, przeciwzapalnie w obrębie dróg moczowych i błon śluzowych przewodu pokarmowego. Mają właściwości przeciwmiażdżycowe.
Owoce zbierane po pierwszych przymrozkach są bogate w kwasy organiczne, garbniki, sacharozę, glukozę i witaminy A, C, E i K. Podobny skład mają majowe kwiaty jarzębiny.
Świeżych owoców jarzębiny nie jadamy ze względu na kwas parasorbinowy. Powoduje on wymioty, biegunki i uszkadza nerki.
Najbezpieczniej jarzębinę przetwarzać: kompoty, powidła, susze, nalewki, ciasta…
Jarzębina jest idealnym lekarstwem na awitaminozę ( niedobór ) witaminy A która prowadzi do:
kurzej ślepoty; rozmiękania rogówki (keratomalacja); zespołu suchego oka (xerophtalmia). W tym przypadku pomoże nam mieszanka owoców jarzębiny, liści pokrzywy. Zalewamy 2 szklankami gorącej wody. Utrzymujemy temperaturę bliska wrzenia na małym ogniu 10minut. Odstawiamy na 15 minut. Odcedzamy i pijemy małymi łyczkami 2-3 razu dziennie przez tydzień. Podobnie postępujemy z mieszanką: owoce jarzębiny i owoce róży ( przy awitaminozie nie wskazana jest podróż).
Biegunka to bardzo nie przyjemna sprawa w lesie. I nie chodzi tutaj tylko o częste postoje, ale również o osłabienie organizmu, odwodnienie i wychłodzenie organizmu. Biegunka potrafi być niebezpieczną przypadłością na szlaku. Idealnym lekarstwem jest węgiel, ale ja osobiście wolęowoców jarzębiny. Gotujemy 10 minut. Odstawiamy na 15 minut , odcedzamy i pijemy 3 razy dziennie przez 3 dni. Na drugi dzień powinno być już lepiej. Przy tej kuracji możemy kontynuować podróż. Nie jest wymagany postój ( oczywiście zależy to od Waszego komfortu).
smaczniejsze lekarstwo, mianowicie owoce jarzębiny. Na pół szklanki wody dodajemy 1 łyżkę
Owoce jarzębiny działają na wiele przypadłości. Wino działa moczopędnie i lekko zwalniająco ( w przypadku zaparć ). Owoce jarzębiny – pół na pół – z owocami słodkich jabłek: 1kg owoców jarzębiny, 1kg jabłek, 1kg cukru i 6 litrów przegotowanej zimnej wody. Po miesiącu mamy dobre, zdrowotne wino.
Kwiat jarzębiny działa rozwalniająco, moczopędnie, pobudza co miesięczne krwawienie, na nieżyt dróg trawiennych, na nerwice żołądka. Wystarczy pić 2 razy dziennie napar przez tydzień.

Jak widać warto zawsze mieć coś z jarzębiny w swojej apteczce J lub wiedzieć gdzie rośnie podczas naszych leśnych wędrówek.

Borzęcki W. Poradnik zielarza. Warszawa 1984
Ożarowski A. Ziołolecznictwo. Warszawa 1988

czwartek, 6 października 2016

Bushcraft w rozumieniu kobiety.

Od jakiegoś czasu śledzę poczynania na różnych grupach i forach o tematyce bushcraftu, survivalu i prepperingu. Bez dwóch zdań większość członków owych grup to mężczyźni. Kobiet jest zdecydowanie mniej. Tematy jakie są poruszane to przeważnie wyposażenie. Czasami poruszane są zagadnienia z zakresu umiejętności. Jakich ? Rozpalania ognia, filtrowania wody, rąbania drzewa, zawieszania menażki/ kociołka nad ogniem. Od czasu do czasu przewinie się coś o pożywieniu i leczeniu. Zauważyłam również, że większości zależy na odchudzeniu ekwipunku. Tylko, że to odchudzenie polega na zmniejszeniu wagi posiadanych rzeczy a nie rezygnacji z nich. 

Jak wygląda przeciętny wypad bushcraftowca do lasu ? Oglądając zdjęcia i to czym się chwalą ludziki na grupach, mniej więcej każdy spędza weekend w lesie podobnie. Rozbija namiot/ rozwiesza hamak lub tarpa ( plandekę). Rozpala ognisko bez zapałek. Gotuje herbatę/ kawę. Piecze kiełbaskę lub inne mięso. Czasami coś ugotują w menażce z produktów przyniesionych z domu. 

Mnie osobiście miło się czyta relacje osób, które takie wypady traktują, jak trening pewnych umiejętności. Coraz częściej pojawiają się wpisy z budowy szałasów, baz czy chatek w lesie na stałe wypady. To się chwali :) 

Czasami pojawia się pytanie: Po co idziecie do lasu ? odpowiedzi są też podobne. Odpocząć od miasta, pracy, zgiełku. Pochodzić po lesie i się nim po delektować. I to mi się podoba :) W sumie sama też tak robię :) choć ja jeszcze poświęcam ten czas na naukę i sprawdzanie swoich umiejętności z radzenia sobie w lesie bez szpeju. 

I dzisiaj właśnie dopadła mnie myśl i pewne zastanowienie: odchudzają ekwipunek nie nosząc rozpałek, zapałek, zapalniczek, namiotów itp. ale dźwigają tyle jedzenia i apteczkę  w plecaku. A co dźwiga kobitka ? Co noszę ja ? 

I widzicie, ja noszę zapałki, jeden ostry nóż, menażkę, namiot lub plandekę. Ok i moją słabość
dzbanek emaliowany do gotowania kawy na ognisku. Zimą do tego dodaję śpiwór lub koc. Z produktów żywnościowych kawę, cukier, sól i jakiś kawałek mięsa choć to nie stała mego ekwipunku. Wszystko mieści się w plecaku takim szkolnym w sumie. Resztę pozyskuję w terenie.

W tym całym bushcrafcie stawiam na umiejętności. Oczywiście nauczyłam się rozpalać łukiem ogniowym. Umiem zrobić sobie nóż z tego co znajdę w lesie. Dam radę sobie nawet bez śpiwora i namiotu. I Ci co byli na 7 dniach wiedzą, że to jest realne i do zrobienia. Nawet bez jakiegoś wielkiego doświadczenia. 

I właśnie. Po warsztatach w tym roku i szkoleniach zauważyłam, że to kobitki najwięcej uwagi poświęcają umiejętnościom. One właśnie tak rozumieją bushcraft. Nie chcą dźwigać domu do lasu. Chcą odpocząć, tworząc nowe, przydatne rzeczy właśnie w lesie. Nie rozprawiają o nożach, siekierach czy piłach. Nie rozprawiają o wyższości hamaka nad tarpem czy namiotem. Rozprawiają o tym, co zrobić jak tych wygód im zabraknie. I to chcą sprawdzać i trenować w lesie. 

Ale nie wykluczajmy mężczyzn. Znam takich panów, i to nawet sporo co mega fajne rzeczy robią w lesie. I bardzo zachęcam - właśnie z tego miejsca - co by się takimi ciekawymi wypadami chwalili. Może to zachęci inne osoby do ciekawego  działania :) 


piątek, 23 września 2016

Czy warto uczyć się o dzikich roślinach jadalnych ?

Dlaczego warto nabywać lub pogłębiać wiedzę o dzikich roślinach jadalnych ? Czy warto uczęszczać na warsztaty, kursy i zgłębiać ten temat ? Czy warto zmieniać jadłospis w domu ?

Dziko rosnące rośliny, zebrane z dala od miast, zakładów przemysłowych i intensywnie uczęszczanych dróg, są niezwykle piękne oraz mają cenne wartości odżywcze i lecznicze. Rośliny, które rosną dziko i z dala od ludzkiej cywilizacji, są zdrowe, gdyż posiadają duże ilości wartościowych substancji naturalnych, do których zaliczają się m.in. witaminy, minerały, kwasy organiczne, flawonoidy, garbniki, i olejki.  Nie są sztucznie modyfikowane, a także wolne od chemii i zanieczyszczeń. Zebrane na polach i łąkach rośliny mogą nie tylko służyć ozdobie domu, lecz mieć pozytywny wpływ na zdrowie i urodę.
Rośliny pochodzące z pól i łąk mogą stanowić podstawę wielu oryginalnych potraw. Jeżeli ich smak wydaje się jednak zbyt intensywny, można je stosować jako dodatek do wielu tradycyjnych dań, np. zup, sosów, sałatek czy deserów. Z dzikich roślin przyrządza się również lecznicze soki, napary i nalewki.
Rośliny dziko rosnące powinno się spożywać świeże. Wiele z nich można z powodzeniem suszyć i
robić z nich przetwory. Liście wykorzystuje się podobnie jak szpinak czy sałatę, kwiaty można dodawać do sałatek, zapiekać w cieście albo robić z nich napary, herbatki czy syropy, owoce przerabia się na dżemy, konfitury i soki oraz zaparza z nich herbatki, a z korzeni można przyrządzać lecznicze napary i odwary.
Weźmy takie stokrotki. Stokrotki rosną zarówno na dzikich łąkach, jak i na wypielęgnowanych trawnikach. Rzadko kto wie, że roślina ta może służyć nie tylko do ozdoby, lecz ma również zastosowanie lecznicze i kulinarne. Stokrotki zawierają przede wszystkim saponiny, kwasy organiczne, flawonoidy, śluzy, garbniki, olejek eteryczny, sole mineralne i witaminę C. Młode liście stokrotek przyrządza się podobnie jak szpinak albo dodaje do sałatek, zup, sosów, past kanapkowych i farszów. Stokrotki znane są też w medycynie naturalnej. Rozgniecione liście nakłada się na rany, by przyspieszyć ich gojenie. Z kwiatów przygotowuje się napar, który pomaga usunąć śluz zalegający w górnych drogach oddechowych oraz oczyszcza organizm z toksyn i produktów odpadowych przemiany materii. Stosuje się go również zewnętrznie – do leczenia schorzeń skórnych (np. egzem, ran czy tłustej cery). Prawda, że intersujące i pomocne informacje ?

W Polsce coraz więcej się dzieje. Co chwila odbywają się bardzo ciekawe warsztaty, kursy, targi, festiwale i zloty. Informujemy o tym na grupie W Miejskiej Kniei: https://web.facebook.com/groups/1472904939606644/

Cena. To kluczowa sprawa. Zawsze mnie zastanawiało, ile Jesteście w stanie wydać na takie warsztaty/ kursy/ prelekcje. Nie tylko u mnie. Niektórzy z Was wydają na warsztaty z dzikich roślin jadalnych 600 – 1000,00 złotych. Za weekend nauki.  W Miejskiej Kniei  takie warsztaty weekendowe kosztują w granicach 250,00 - 350,00. Za pojedyncze warsztaty, trwające 4h jesteście w stanie zapłacić 250,00 – 450,00. Za sam spacer 150,00. W Miejskiej Kniei obie formy to 90,00. Dlaczego takie różnice ? Ponieważ działam na swoim terenie i moja praca jest moją pasją. Uwielbiam to co robię ! I znam osoby które podzielają moją pasję: 
- i inni :) 

Miejsce. Mój Dziadek powiadał, że jak wyjdzie się z domu to wszędzie blisko. Ważne by ruszyć
tyłek. I ma rację. W dzisiejszych czasach i możliwościach podróżowanie jest łatwiejsze. W Miejskiej Kniei mieści się miedzy dwoma wielkimi miastami w centrum Polski:  Łódź – Maków – Warszawa. Bardzo dobre połączenie PKP. Dojazd S8 i autostradą. Miejsce malownicze. Lasy mieszane, lekkie wzniesienia, spokój i rodzinna atmosfera. Ponieważ założeniem moim jest by każdy podczas zgłębiania wiedzy czuł się komfortowo.


Powiecie: To wszystko jest w książkach. Po co jeździć na warsztaty. To nie do końca tak. Wielu z Was czyta, ogląda na YT ale nie zmienia w swoim życiu nic w tym temacie. Samo przeczytanie czy obejrzenie na YT nie spowoduje, że będziecie zdrowsi, że Wasz portfel odsapnie ( pozyskiwanie jedzenia na łąkach i lesie bardzo sprzyja finansom). Na zajęciach dotykacie, wąchacie, próbujecie i podejmujecie decyzje czy to odpowiednie dla Was i Waszej rodziny. Ja i inni zielarze – praktycy pokazujemy Wam jak z powszechnie występujących roślin można zrobić pyszne danie lub panaceum na każda chorobę. Czy przeczytawszy książkę odważylibyście się ugotować makaron z podagrycznika ? 

czwartek, 15 września 2016

APITERAPIA. Złoto pszczół - układ oddechowy.

Korzystny wpływ miodu w leczeniu chorób układu oddechowego wynika z jego właściwości antybakteryjnych, przeciwzapalnych, wykrztuśnych oraz przeciwalergicznych, a także działania wzmacniającego odporność organizmu.

Podczas przeziębienia miód można podawać po rozpuszczeniu go w wodzie, mleku, sokach owocowych i warzywnych, a najlepiej w naparach ziołowych o działaniu napotnym, przeciwzapalnym i wykrztuśnym. Miód po rozpuszczeniu w wodzie osiąga kilkukrotnie silniejsze działanie antybakteryjne. Należy jednak pamiętać, aby napój leczniczy przed dodaniem miodu ostudzić do 40°C.

Przeciwalergiczne właściwości miodu pszczelego umożliwiają wykorzystanie go w leczeniu astmy oskrzelowej oraz kataru siennego. W celach leczniczych zaleca się żucie tak zwanego miodu sekcyjnego lub plastrowego lub spożywanie świeżego miodu płynnego. Miód zawiera w niewielkiej ilości wszystkie alergeny pyłkowe występujące w danej okolicy. Pod ich wpływem dochodzi do wyregulowania systemu odpornościowego, co łagodzi reakcje uczuleniowe organizmu. Żucie miodu plastrowego przez kilka dni poprzedzających okres kwitnienia roślin, pozwala na złagodzenie objawów pyłkowicy.

W stanach zapalnych gardła, anginach oraz w nieżycie strun głosowych, miód przyczynia się do złagodzenia stanu zapalnego, nawilżenia błon śluzowych i zanikania ropnej wydzieliny. W ostrych i przewlekłych stanach zapalnych błony śluzowej nosa, zatok, krtani i tchawicy przywraca drożność dróg oddechowych wpływając na ustępowanie kaszlu oraz bólu gardła i głowy.

Jako środek ułatwiający wykrztuszanie stosowany jest również w chorobach dolnych dróg oddechowych. Rozrzedzając wydzielinę drzewa oskrzelowego pomaga w jego oczyszczaniu. Dlatego też stosuje się go w ostrych i przewlekłych zapaleniach oskrzeli jako środek zwalczający uporczywy kaszel.

W leczeniu chorób górnych dróg oddechowych największym uznaniem cieszy się miód rzepakowy, akacjowy, lipowy i miody spadziowe ze spadzi liściastej i iglastej. W schorzeniach dolnych dróg oddechowych stosuje się przede wszystkim miód lipowy i spadziowy ze spadzi iglastej. W leczeniu chorób alergicznych najlepszy jest natomiast miód wielokwiatowy.

W schorzeniach górnych dróg oddechowych miód podawany jest m.in. w postaci inhalacji. Łyżkę stołową miodu zalewa się szklanką wrzątku i wdycha przez 15-20 minut, przez okres 12-15 dni. Można również podjąć leczenie przy pomocy aparatury ultradźwiękowej. Przeprowadza się wówczas 1-2 zabiegi dziennie przez 15-20 minut. Leczenie trwa 10-20 dni. Wykorzystywane są roztwory miodu o stężeniach od 20 do 30%.
                

RECEPTURY

  1. W szklance przegotowanego mleka rozpuścić łyżkę miodu i dodać odrobinę masła. Wypić wieczorem przy przeziębieniu, chrypce, gorączce.
  2. Do szklanki wrzącej wody dodać sok z połowy cytryny i posłodzić łyżką miodu. Pić przy przeziębieniu, grypie, zapaleniu oskrzeli, płuc.
  3. Miód rozcieńczyć sokiem z cytryny lub chrzanu w stosunku 1:1. Pić 3 razy dziennie po łyżeczce przy przeziębieniu, anginie.
  4. Zaparzyć szałwię lekarską i posłodzić miodem. Płukać gardło w przypadku jego zapalenia.
  5. Wymieszać 1 szklankę drobno startej cebuli z szklanką miodu. Odstawić na godzinę, następnie zagotować i przecedzić. Uzyskany syrop pić 3 razy dziennie po łyżeczce, czysty lub dodawać do ciepłego mleka przy przeziębieniu, kaszlu, katarze.
  6. Miód rozcieńczyć sokiem z czarnej rzepy w stosunku 1:1. Stosować 3 razy dziennie po łyżeczce przy przeziębieniu, chrypce, kaszlu.
  7. Do jednego kilograma miodu dodać 100 gram soku z świeżej pokrzywy. Pić trzy razy dziennie po łyżce dla wzmocnienia organizmu przy przeziębieniach, grypie.
  8. Herbata napotna. Zaparzyć w jednej szklance wody łyżeczkę kwiatu lipowego, łyżeczkę rumianku, łyżeczkę malin. Parzyć pod przykryciem 10 minut. Dodać łyżeczkę miodu. Działa napotnie przy przeziębieniach.
  9. Herbata napotna z kwiatów bzu czarnego. Dwie łyżeczki suszonych kwiatów bzu czarnego (bez szypułek) zalać szklanką wrzącej wody, przykryć i odstawić na kwadrans. Następnie przecedzić i dodać dwie łyżeczki miodu lipowego, oraz sok z połowy cytryny. Herbatka orzeźwia, działa napotnie, obniża gorączkę.
  10. Przysmak leczniczy. Zemleć 100 gram orzechów, dodać sok z dwóch cytryn, dwie łyżki oleju, 3 łyżki miodu. Wymieszać. Żuć powoli kilka razy dziennie przy chorobie gardła.
  11. Balsam czosnkowo-miodowy. Wymieszać 50 gram miodu z 50 gramami startego czosnku. Stosować 3 razy dziennie po łyżeczce przy grypie, przeziębieniach.
  12. Syrop buraczano-chrzanowy. Zetrzeć na drobnej tarce 300 gram czerwonych buraków, 200 gram chrzanu. Pozostawić na godzinę, odcisnąć sok. Do soku dodać sok z cytryny i dodać 500 gram miodu. Trzymać w chłodzie. Stosować 3-4 razy dziennie po łyżeczce przy przeziębieniach, kaszlu.
  13. Miód anyżowy. Wymieszać dokładnie dwie łyżki miodu z jedną łyżką dokładnie sproszkowanego anyżu. Stosować dwa razy dziennie po łyżeczce po jedzeniu jako środek wykrztuśny.
  14. Syrop chrzanowy. Zetrzeć 100 gram chrzanu, dodać ½ szklanki przegotowanej i ostudzonej wody. Odczekać ½ godz. Następnie sok wycisnąć i dodać 100 gram miodu. Zażywać 3 razy dziennie po łyżce przy kaszlu i nieżytach górnych dróg oddechowych.
  15. Syrop sosnowy. Świeże pączki sosnowe zebrane w okresie od jesieni do wiosny rozdrobnić, zalać ciepłym miodem i zostawić na tydzień. Powstały syrop stosować po łyżeczce 3 razy dziennie w nieżytach gardła, krtani, jamy ustnej, kaszlu.
  16. Wino z miodem. Do 1¼ litra białego wina dodać dwie łyżki miodu, dwa kurze żółtka, zmiksować. Napój pożywny, zimny orzeźwia, ciepły przydatny przy przeziębieniach.
  17. Syrop dla dzieci na kaszel. Do 250 gram miodu dodać dwie garście świeżo zerwanych, wypłukanych liści babki lancetowatej, oraz 100 ml wody. Zmiksować i ostrożnie gotować tak długo, aby powstał gęsty syrop. Stosować dając łyżkę syropu na szklankę herbaty trzy razy dziennie.
  18. Herbata na kaszel. Wymieszać ze sobą w równych częściach suszony kwiat lipy i suszony
    kwiat bzu czarnego. Łyżkę mieszanki zalać szklanką wrzątku, parzyć 15 minut. Dodać łyżeczkę miodu.
  19. Lipowe cukierki na kaszel. Do 120 gram miodu dodać 100 gram cukru, dwie łyżki bardzo mocnego naparu z kwiatu lipy, sok z połowy cytryny. Gotować tak długo, aż kropla mieszanki nałożona na talerz twardnieje. Mieszankę wyłożyć na wilgotną lub natłuszczoną deskę, utworzyć gruby placek, który wilgotnym nożem pokroić na kostki. Gdy zastygnie przełożyć do szczelnych słoików aby nie stwardniały. Smaczne i dobre na kaszel i przeziębienia.
  20. Miętowe cukierki na kaszel. Do 120 gram miodu dodać 100 gram cukru, sok z połowy cytryny. Gotować długo, aż mocno zgęstnieje. Wówczas dodać dwie łyżki mocnego naparu z mięty. Nadal gotować aż kropla syropu nałożona na talerz twardnieje. Mieszankę wyłożyć na wilgotną lub natłuszczoną deskę, utworzyć gruby placek, który wilgotnym nożem pokroić na kostki. Gdy zastygnie przełożyć do szczelnych słoików aby nie stwardniały. Stosować przy kaszlu.
  21. Miodowe karamelki na chrypkę. Do połowy szklanki mleka lub śmietany dodać 120 gram miodu, 100 gram cukru. Gotować tak długo, aż zacznie ciągnąć się nitka przy wyjmowaniu łyżki z syropu. Wylać na marmurową lub porcelanową deskę pokrytą olejem lub masłem, pozostawić w chłodzie do stwardnienia. Pokroić w kostki. Stosować przy chrypce, kaszlu.
  22. Dżem borówkowy z miodem i orzechami. 30 dag wyłuskanych orzechów włoskich wymoczyć przez 30 minut w wrzącej wodzie, odcedzić. Do jednego litra miodu dać jeden kilogram borówek brusznic, odcedzone orzechy (w całości lub grubo rozdrobnione). Gotować do zgęstnienia. Dżem stosować przy przeziębieniach.
  23. Likier z kwiatu lipowego. Świeżo zebrane lipowe kwiaty ułożyć w dużym słoiku do połowy jego pojemności. Następnie zalać kwiaty czystym spirytusem. Wystawić zamknięty słoik na ciepłe, słoneczne miejsce na dwa tygodnie. Po maceracji nalew zlać i przecedzić. Zagotować 700 gram miodu z 1¼l wody, odszumować. Do 1 l nalewu dodać 1 l miodowego roztworu, wymieszać. Rozlać i odstawić na kilka tygodni. Likier jest doskonały na przeziębienia i kaszel.
  24. Miód z cebulą i czosnkiem na suchy kaszel, zapalenie gardła. Do ½ szklanki płynnego miodu (najlepiej lipowego) dodać jedną szklankę pokrojonej cebuli i ¼ szklanki rozdrobnionego czosnku. Dobrze wymieszać, przełożyć do słoika, ucisnąć, zamknąć i pozostawić na kilka godzin w ciepłym miejscu. Wycisnąć sok, przechowywać w lodówce. Stosować kilka razy dziennie przy uporczywym, suchym kaszlu, zapaleniu gardła.
  25. Miód z czosnkiem, cebulą i cytryną na przeziębienia. Drobno pokroić i wymieszać ze sobą jedną cebulę, ząbki z jednej główki czosnku. Dodać sok z jednej cytryny i dwie łyżki miodu (lipowego), wymieszać, przełożyć do słoika zamknąć i pozostawić na dobę w temperaturze pokojowej. Następnie wycisnąć sok. Stosować kilka razy dziennie przy kaszlu, zapaleniu gardła, przeziębieniach.
  26. Miodek pitny z mniszka. Około 400 kwiatów mniszka umyć, zalać 1/2 litrem wody, zagotować, odstawić. Po dwóch dniach kwiaty odcedzić i wycisnąć. Do płynu dodać 1 kg miodu, sok z jednej cytryny i ostrożnie gotować (łatwo kipi) przez dwie godziny. Przelać do butelek, za pasteryzować. Miodek poprawia przemianę materii, stosuje się w dolegliwościach dróg moczowych, zapobiega przeziębieniom. Miodek bardzo popularny w Czechach.
  27. Miód różany na przeziębienia. Zalać ¼kg suchych płatków róży 1 litrem wrzącej wody, wymieszać, przykryć i pozostawić na dobę. Następnie przecedzić, do roztworu dodać ¾kg miodu, mieszaninę łagodnie gotować zbierając pianę tak długo, aż płyn zgęstnieje.
  28. Stosować trzy razy dziennie po łyżeczce (dzieci) lub łyżce (dorośli). Zalecany w zakażeniach bakteryjnych z wysoką gorączką, reguluje również przemianę materii. Miód różany jest bardzo bogaty w łatwo przyswajalną witaminę C.
  29. Chińskie sposoby na kaszel.
  Sporządzić miksturę z następujących składników: ¼ łyżeczki imbiru, ¼ łyżeczki ostrej papryki, jednej łyżki miodu, jednej łyżki octu winnego, dwóch łyżek wody. Wymieszać i wypić.
  Zagotować w małej ilości wody dwa rozdrobnione ząbki czosnku. Przelać do filiżanki, dodać jedną łyżkę oregano, jedną łyżkę miodu, wymieszać i wypić.

Polecana literatura:
I. Gumowska: Pszczoły i ludzie.
E. Kałużny: Pszczela Apteczka